sobota, 21 marca 2015

Rozdział 7


                              ***w dalszym ciągu perspektywa Pauliny***

W domu pomogłam Agacie z obiadem, pobawiłam się z Oli i podenerwowałam Kubę. Ach, jak ja kocham to robić. Wieczorem za to siedziałam razem z panią Błaszczykowską, Piszczkową i Agnieszką w moim pokoju szykując się na spotkanie z Marco. Jak dobrze, że Aga przyjechała dzisiaj do nas z Piszczkami. O jeju, chyba zaczynam się stresować tym spotkaniem...
- Nie panikuj, pięknie wyglądasz - przyjaciółka od razu wiedziała co się dzieje w mojej głowie.
- Widać, że mu na tobie zależy - Agata też starała się jakoś zapanować nad moimi nerwami.
- Nawet nie wiesz jak on przeżywał to, że przyjedziesz do Dortmundu - och, Ewa.
- Jesteście cudowne, już okej - odetchnęłam głęboko i spojrzałam w lustro - Myślicie, że trafiłyśmy ze strojem? Nie wiem, gdzie mnie zabiera.
- Znając Marco to będzie coś romantycznego - Piszczkowa i Błaszczykowska powiedziały wspólnie.
- Ubrana jesteś idealnie.
Gotowa siedziałam w salonie. Łukasz i Kuba nie mogli sobie oszczędzić komentarzy na mój widok. Akurat gdy zrobiłam zaskoczoną minę bo Aga poinformowała mnie, że wpadł jej w oko jeden ze Pszczółek. Zauważyłam, że Błaszczu robi mi zdjęcie. Nie zdążyłam go powstrzymać bo już udostępnił je na facebooku... Świetnie.
Tak Paulina wyglądasz ślicznie i nie zaprzeczaj. Marco to szczęściarz, już się nie mogę doczekać jego miny, hahahaha. Będzie zawał jak nic! :D 

Zaczęliśmy się śmiać z tego wpisu, a zdjęcie? Wole nie komentować. Droczenie się z piłkarzami, przerwał dzwonek do drzwi.
- Chociaż raz nie wchodzi jak do siebie, sukces - skomentował Kuba.
Zgromiłam go wzrokiem i poszłam otworzyć. Ukazał mi się śliczny obrazek. Marco ubrany w ciemne dżinsy, jasny T-shirt i czarną marynarkę stał z czerwonymi różami w ręce.
- Ślicznie wyglądasz, to dla ciebie - podał mi kwiaty trzęsącymi się rękami i dał buziaka w policzek.
To słodkie, że się aż tak stresował.
- Poczekaj chwile wstawię kwiaty do wody - wróciłam szybko do domu, ale z racji tego, że nie chciało mi się szukać wazonu weszłam do salonu i podałam bukiet Agacie.
- Gotowa? - spytał piłkarz, gdy znowu pojawiłam się w drzwiach.
- Tak, teraz już tak - uśmiechnęłam się w jego stronę.
Jak dżentelmen otworzył mi drzwi do samochodu po czym je zamknął, sam później siadł się na miejscu kierowcy. Przez drogę starałam się od niego wyciągnąć, gdzie jedziemy, ale milczał jak zaklęty.
- No Marco, no.
- Nie powiem i już, ale mam nadzieje, że ci się spodoba bo nie ukrywam, że się stresuje.
- Nie stresuj się - powiedziałam po czym położyłam rękę na skrzyni biegów bo tak znajdowała się jego dłoń.
- Teraz to mnie akurat rozpraszasz - spojrzał w moją stronę znacząco.
- Lubie to robić, wiesz?
Nie skomentował tego, jedynie uśmiechnął się pod nosem i jechał dalej. Zatrzymaliśmy się przed potężnym wieżowcem, nie wiedziałam o co chodzi. Marco wciągnął mnie do windy i jechaliśmy na najwyższe piętro.
- Teraz, muszę ci zasłonić oczy - wyszeptał mi do ucha.
Zgodziłam się bez zastanowienie, więc wyciągnął z kieszeni czarną bandamkę i zawiązał mi ją z tyłu głowy. Ciemność to jedynie co mogę powiedzieć. Lepiej ująć to tak niż "ciemno jak w dupie u murzyna". W końcu winda się zatrzymała, Marco objął mnie w pasie i gdzieś prowadził, mówił też o zbliżających się przeszkodach jak np. drzwi albo schody za co byłam mu wdzięczna. Wdrapywałam się na schody, gdy nagle poczułam powiew świeżego powietrza na twarzy. Już naprawdę nie wiedziałam co się dzieje i gdzie jestem. Chłopak powoli ściągnął bandamkę, a moim oczom ukazał się cudowny widok na Dortmund, chociaż najbardziej w oczy rzucał się Signal Iduna Park. Na środku dachu wieżowca stał pięknie przygotowany stolik, w koło porozrzucane były płatki róż. Nie wiedziałam, że mężczyzna może być tak romantyczny.
- Marco tu jest cudownie - wyszeptałam z zapartym tchem.
Odwróciłam się przodem do piłkarza po czym złożyłam delikatny, ale pełen uczuć pocałunek na jego wargach.

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 6

                                                             ***Paulina***

Obudziłam się bo było mi strasznie gorąco. Pewnie dlatego, że Marco przerzucił sobie przeze mnie swoją rękę i nogę. Delikatnie tak by go nie obudzić obróciłam się w jego stronę. Widok śpiącego chłopaka sprawił, że na moją twarz wkradł się niekontrolowany uśmiech. Opuszkami palców pogładziłam Reusa po twarzy by przekonać się, że to nie wytwór mojej wyobraźni. Po zerknięciu na zegarek koło łóżka, przeraziłam się. Marco za godzinę ma trening, więc chcąc nie chcąc muszę go obudzić. Cmoknęłam go w usta i pochyliłam się nad nim.
- Marco, wstawaj - wyszeptałam wprost do jego ucha.
Chłopak uśmiechnął się pod nosem, ale posłusznie otworzył powieki.
- Takie pobudki to ja mogę mieć codziennie, wiesz?
Zaśmiałam się cicho na te słowa.
- Zaraz masz trening - powiedziałam szybko, gdy zaczął przybliżać swoją twarz.
Wzruszył jedynie ramionami i złączył nasze usta ze sobą. O mamo, po moim ciele znowu przeszły przyjemne dreszcze, które towarzyszą każdemu dotykowi niemieckiego piłkarza. Stopniowo pogłębialiśmy pocałunek. Ręce chłopaka w magiczny sposób znalazły się pod moją koszulką. Aż nagle bez żadnej zapowiedzi do pokoju wpadł nie kto inny jak Błaszczu.
- Ej, nie chce zostać wujkiem! - wydarł się na cały dom.
Speszeni szybko się od siebie odsunęliśmy. No, zero prywatności. Popatrzyłam w stronę drzwi, gdzie stał wyszczerzony kapitan jednej wielkiej porażki narodowej. Miałam ochotę go zabić, znowu.
- Co chcesz? - warknęłam.
- Za 30 minut jedziemy na stadion. Szykujcie się bo się nie wyrobicie. Marco jakieś twoje ubrania zostały tu jak byłeś ostatnim razem, pewnie są tam gdzie zawsze. Po drodze podjedziemy po twoją torbę - już chciał wychodzić, ale widząc brak naszej reakcji zawrócił - Ja wiem, że z chęcią porobilibyście jakieś fajne rzeczy, ale przyjemności później teraz trening. Więc ruszajcie te swoje ciężkie tyłki i się szykujcie, ja przez was nie zamierzam biegać karniaków - dodał i wyszedł.
Jakoś wstałam z łóżka. Okazało się, że w tym pokoju zawsze zostawał Marco, wziął sobie jakieś ciuchy z szafy, których wcześniej nie zauważyłam i poszedł do innej łazienki, żeby się ogarnąć. Wzięłam z szafy pierwsze lepsze ubrania i poszłam do łazienki w pokoju. Po porannej bardzo krótkiej toalecie wyszłam w pełni gotowa, zeszłam na dół gdzie byli już wszyscy. Przywitałam się z Agatą i Oliwką, a z talerza Kuby podwędziłam kanapkę. Co mu się nie spodobało, ale przecież przejmowała się nim nie będę. Siadłam sobie koło Marco.
- Ciocia śuper kośulka - na ziemie sprowadziła mnie młodsza Błaszczykowska.
Teraz dopiero przyjrzałam się swojemu strojowi i wszystko stało się jasne. Krótkie jasne dżinsowe spodenki, meczowa koszulka BVB i żółte krótkie conversy.
- Nie mówiłaś, że lubisz Matsa - pytająco spojrzałam na Kubę - no masz jego koszulkę na sobie - wyjaśnił, a ja uderzyłam się w głowę.
- Uwierzycie, że nawet nie wiedziałam co zakładam? A ta koszulka to dłuższa historia.
- A moją koszulkę też masz?
- Nie Marco nie mam, ale spokojnie będąc tutaj sobie taką kupie i liczę na specjalną dedykacje - uśmiechnęłam się do niego pięknie - Wiecie jak ciężko kupić meczowe koszulki piłkarskie w Polsce? - zwróciłam się do Błaszczykowskich, na co kiwnęli twierdząco głowami co swoją drogą komicznie wyglądało - Tylko przez internet, a skąd mam mieć pewność, że mnie nie oszukają? Tą koszulkę mi jako prezent dał brat Agnieszki.
Jeszcze raz dzisiejszego dnia popatrzyłam na zegarek.
- Chłopaki, a my nie powinniśmy już jechać?
No i zapanował chaos... Szybko wpakowaliśmy się do samochodu Kuby, który prowadził jak wariat. Najpierw jak było mówione pojechaliśmy do domu Marco, chłopak wziął szybko torbę i jechaliśmy w stronę Iduny. Na parkingu stało już sporo samochodów, Błaszczu znalazł pierwsze lepsze miejsce i pobiegliśmy w stronę szatni gdzie zniknęli moi towarzysze. Ja sama stałam przed, ale po chwili znudziło mi się czekanie na te panienki więc poszłam w stronę murawy. Tam o dziwo jeszcze nikogo nie było, ale to lepiej dla mnie. Wdrapałam się na trybuny i rozglądałam dookoła. Po chwili na boisku pojawili się piłkarze, a za nimi trener. Patrzyłam na nich jak zaczarowana. No bo do tej pory widziałam ich w telewizji, a teraz? Oj, Błaszczykowski i Piszczek kocham was.
- Paulina! Chodź tu! - Kuba zaczął wydzierać swoją japę. Dobra, nad miłością do niego się jeszcze zastanowię. Westchnęłam ciężko i zeszłam na murawę.
- Ty Mats zobacz jaką masz fankę - powiedział Roman szeptem do chłopaka.
- No fajna jest - zobaczyłam jak po tych słowach w Marco się zagotowało, uśmiechnęłam się do niego i puściłam oczko.
Zapoznałam się z całą drużyną, przy Matsie zaczęłam się śmiać.
- A więc jestem twoim ulubionym w BVB? - spytał uwodzicielsko? Nie wiem, ale wiem, że to jeszcze bardziej rozzłościło Reusa.
- Po pierwsze nie zaczyna się zdania od 'a więc'. Po drugie, nie, nie jesteś, ale za to mój przyjaciel cie lubi , a to on mi sprawił tą koszulkę dla jaj oczywiście. A założyłam ją przez przypadek. Po trzecie ja najbardziej lubię... Waszego trenera - uśmiechnęłam się w stronę Jurgena i zostawiłam zgaszonego Matsa co się spodobało pewnemu zazdrosnemu chłopakowi.
- Ha ona lubi mnie, a nie was! Dziewczyno kocham cię - trener zaczął się z nich śmiać. Przybiłam sobie z nim "piątkę" i już miałam towarzystwo na cały trening. Gdy kończył się jakiś temat, znajdywał się kolejny i tak w kółko. Klopp to fajny i zabawny gość, który zabronił mi mówić do niego per pan bo "czuje się jak dziadek". Opowiedział mi kilka przypałów swoich podopiecznych i śmieszne anegdoty z nimi związane. Chłopaki biegali z naburmuszonymi minami, a my śmialiśmy się na całe boisko.
- Mam jedno pytanie, jak ty z nimi wytrzymujesz?
- Jest ciężko nie zaprzeczam. Zwłaszcza jak im się włącza tryb "żartownisie", ale jakoś sobie z nimi daje radę.
- Taak Kuba boi się karnych kółek - zbijałam się z mojego rodaka.
- Jakby się tyle nie spóźniał to by ich nie biegał. Teraz ja mam pytanie - dałam znak, że słucham - Ty i Marco to coś więcej? - och nie spodziewałam się.
- Umm, chyba tak, ale skąd to wiesz?
- Ciągle zerka w tą stronę, a ja mu się chyba nie podobam. Patrz - obrócił mnie w drugą stronę i rzeczywiście Reus patrzył w naszą stronę, a gdy zorientował się, że to widzę uśmiechnął się pięknie.
Wysłałam mu buziaka i wróciłam do rozmowy z Jurgenem.

Wkrótce trening się skończył, pożegnałam się z Kloppem i poszłam do samochodu bo Kuba dał mi kluczyki. Nie mogłam tak bezczynnie stać wiedząc, że mogę sobie po parkingu pojeździć. Panienki szykowały się w szatni, a ja zdarzyłam się już dobrze oswoić z samochodem. Włączyłam radio na całą parę jednak zaraz je wyłączyłam bo niemiecka muzyka w takich ilościach to zdecydowanie nie dla mnie. Przeszukałam schowek Błaszcza i znalazłam tam bardzo interesująca płytę mianowicie album "Midnight Memories" One Direction, nie zastanawiając się długo włożyłam ją do odtwarzacza. I teraz mogłam słuchać muzyki na całą parę. Drzwi od strony kierowcy były otwarte na oścież bo musiałam sobie jakoś nogi oprzeć. Ze stadionu powoli zaczęli wybywać piłkarze, którzy się ze mnie śmiali, ale jak im załatwię karne kółeczka to im się ode chce. Zapomniałam, że Agnieszka też była obecna. Szukała właśnie wzrokiem samochodu Piszczka jak mniemam, ale jej wzrok trafił na mnie. Zaczęła się ze mnie śmiać, chyba nie pamiętając naszej kłótni. Zawsze tak miałyśmy, że na siebie nie potrafiłyśmy się długo gniewać. Pomachałam do niej wesoło i zaczęłam śpiewać piosenkę "You and I", która była ulubioną Agi z tego albumu. Na szczęście na parkingu byłyśmy tylko my i ochroniarze, ale akurat nimi się nie przejmowałam. Przestałam dawać koncert gdy z szatni wyłoniły się trzy postacie : Kuba, Marco i Łukasz. Jak tylko zobaczyli jak siedzę i czego słucham dostali ataku głupawki.
- Zapamiętać karniaki dla panów.Oj Jurgen chyba bardziej mnie polubi jak karze mu dać wam taki wycisk, że się wam wszystkiego odechce - wyszczerzyłam się w ich stronę - a właśnie Błaszczu świetny gust muzyczny, boje się co jeszcze znajdę w twoim schowku. Mam nadzieje, że nie Biebera - wystawiłam język w ich stronę.
Pokazałam w stronę Agnieszki, że się zdzwonimy, a ona akurat robiła ten sam gest. Więc dostałyśmy ataku śmiechu. Chłopaki zrobili jednakowe miny o treści "Idiotki". Kubuś pozwolił mi prowadzić do domu co prawda musiał mi mówić jak mam jechać bo nie zapamiętałam. Marco jechał z nami bo zostawił tam swój samochód. Szczęśliwa zajechałam na podjazd domu Błaszczykowskich. Odprowadziłam Niemca do jego pojazdu. Objął mnie w pasie i czule pocałował. Chyba zacznę się do tego przyzwyczajać.
- Porywam cię wieczorem, bądź gotowa na 20 - powiedział patrząc mi w oczy, jeszcze raz szybko mnie pocałował i wsiadł do samochodu.
Pomachałam mu i zamknęłam bramę gdy wyjechał z posiadłości. Ciekawa jestem co zaplanował.

Hej, hej ;D Nudze się więc dodaje i tak nikt tego nie czyta także tego.... Do następnego? Może...


                                                                                                                                                           Paulina ;)

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 5

                                                              ***Paulina***

Przez całą podróż do Dortmundu dzielnie znosiłam Agnieszkę, a raczej starałam się to robić. Ciągle myślałam o tym jej wybuchu, ale czy to moja wina, że już od dawna podobał mi się Marco? Obejrzałam w telewizji każdy mecz Borussi, żeby popodziwiać styl gry Reusa, ale też jego wygląd. Co jak co, ale jego rodzice to się postarali o cudownego syna. Jak mogła mi zarzucić, że nie poświęcam jej czasu? A to jak robiłam za etatową pielęgniarkę gdy ona miała nogę w gipsie? To jak odmawiałam moim znajomym z roku, którzy chcieli wyjść na wspólne piwo bo wiedziałam, że ona biedna siedzi sama w domu. To co nie liczy się? Patrzyłam ze sztucznym uśmiechem na wygłupy Agi i Łukasza. Tylko Kuba od razu rozgryzł zmianę w moim nastroju.
- Olej to - wyszeptał mi do ucha.


Mój szczery uśmiech pojawił się dopiero wtedy, gdy siedziałam w samochodzie Błaszczykowskich, a oni mi oznajmili, że przez cały pobyt będę u nich.
- No chyba, że będziesz chciała spać u Marco to wiesz nie widzimy problemu - zaśmiała się Agata.
- Ej, ej bez takich mi tu. Jak się mnie chcecie od razu pozbyć to trzeba było mówić - odpowiedziałam z udawanych fochem co jeszcze bardziej wszystkich rozbawiło.
Bujałam w obłokach do czasu, aż zatrzymaliśmy się na podjeździe pięknego domu. Był średniej wielkości, pomalowany na kolor kremowy, który z niebieskimi dachówkami się po prostu idealnie komponował. Wypisz, wymaluj dom Błaszczykowskich, tak sobie go właśnie wcześniej wyobrażałam. Zwróciłam też uwagę na piękny duży ogród. Chyba trafiłam do raju. Wszystko było zadbane, trawa równo skoszona i nawet rosły kwiatki. Co prawda nie wiem jak się one z Błaszczykowskim uchowały, ale ważne, że są. Coś mi się wydaje, że nie pozorna Agatka mocną ręką ustala zasady panujące w tym domu.
- Kwiatki? Z nim? - spytałam wskazując na Kubę - Mój storczyk z nim zdechł - dokończyłam udając płacz.
Oliwka od razu przytuliła się do mojej nogi, a chwile później Agata klepała mnie przyjacielsko po plecach.
- Nie moja wina, że nie przypomniałaś mi o podlewaniu. Skąd mogłem wiedzieć, że to się tak często podlewa? (Robię to co tydzień przez te upały, które panują w Polsce).
Machnęłam ręką na jego tłumaczenia.
- Tata, a zadzwonis po wujka Malko? - usłyszałam głos młodej Błaszczykowskiej, a moje oczy momentalnie się zaświeciły.
- Aniołku, a co chcesz od Marco? Nie wystarczy ci ukochany tatuś? - Kuba udawał płacz, ale mała była nieugięta.
- Nie. Ce wujka Malko!
- Kochanie, myślę, że ciocia Paulina zadzwoni po twojego ukochanego wujka Marco - Agata wyszczerzyła się w moją stronę, a ja spaliłam buraka.
Pod wzrokiem Oliwki posłusznie wyciągnęłam telefon i wybrałam tak dobrze znany mi numer.
- Paulina? Jesteś już na miejscu? U kogo śpisz? Co się nie odzywasz? - usłyszałam jego głos. Jak dobrze, że nauczyłam go poprawnie w języku polskim wypowiadać moje imię.
- No Paulina, Paulina, a któż by inny? Tak jestem już w Dortmundzie i śpię u Kuby. Jak się miałam odzywać jak nie dałeś mi dojść do głosu? Oli ma do ciebie jakąś sprawę i chce żebyś przyjechał.
- W zasadzie to już jadę za 3 minuty będę. Nie mogę się doczekać, aż cię zobaczę.
- Marco jedź powoli. Chce cie w jednym kawałku, zrozumiałeś? - powiedziałam gdy tylko usłyszałam trąbienie jak mniemam innego samochodu.
"Ooo jak słodko" skomentował po cichu Kuba za co zmierzyłam go wzrokiem. Agata za to ciągle się do mnie uśmiechała. Po prostu cudowna kobieta. Jaki pech, że trafił jej się taki niedowalony i niedorozwinięty mąż. Oliwka gdy tylko usłyszała, że za chwile będzie jej wujek niczym torpeda pobiegła do domu, jak twierdziła po coś o co prosił ją wcześniej Marco. Ciekawe co oni wymyślili. My z racji tego, że wciąż staliśmy na zewnątrz powoli udaliśmy się w stronę domu.
- Wow, Aga ty wybierałaś meble? - stanęłam w salonie rozglądając się dookoła.
- Skąd wiedziałaś?
Popatrzyłam na nią wzrokiem "A co Błaszczykowski miałby tak dobry gust?".
- Tak wiem jestem cudowna. Chodź pokaże ci co gdzie jest, a Kuba zaniesie ci walizki do pokoju, prawda kochanie?
Nie czekała jednak na odpowiedź, tylko od razu pociągnęła mnie za rękę najpierw w stronę kuchni, urządzonej w jasnych kolorach, a później na górę do jak mniemam mojego pokoju. Po drodze zapoznała mnie z planem całego domu, przynajmniej się teraz nie zgubie.
- Musze się odświeżyć przed przyjazdem Marco - powiedziałam szybko otwierając pierwszą z brzegu walizkę.
- Tak też właśnie myślałam. Kuba mówił, że to coś poważnego będzie. Spokojnie Paulina ty idź do łazienki, a ja ci ubrania wybiorę.
Jak chciała tak zrobiłam, poszłam do łazienki, którą jak się okazało miałam w pokoju. Wróciłam po zaledwie trzech minutach ubrana jedynie w bieliznę, którą wzięłam sobie wcześniej. Na łóżku leżał fajny komplet, idealnie do mnie pasujący czyli krótkie dżinsowe spodenki, czarna koszulka z logo BVB i czarne krótkie conversy.
- Zdecydowałam, że ta koszulka będzie najlepsza, ale moge dać ci inną - Agata od razu wyłapała na czym zawiesiłam wzrok.
- Nie, mój pierwszy dzień w Dortmundzie więc koniecznie z Borussią - wyszczerzyłam się w odpowiedzi.
Aga parsknęła śmiechem jak się ubierałam.
- Nie śpiesz się tak, Marco ci nie ucieknie - zaczęła się ze mnie zbijać.
Nie moja wina, że jak usłyszałam szumy na dole to się chciałam tam jak najszybciej pojawić i zaplątałam się w koszulkę bo w tym samym czasie ubierałam spodenki. W pełni gotowa złapałam panią Błaszczykowską za rękę i pociągnęłam za sobą w stronę salonu. Na kanapie siedział Marco z Kubą i Oliwką. Gdy tylko pojawiłyśmy się w pomieszczeniu wszyscy zwrócili wzrok w naszą stronę. Reus zerwał się szybko z kanapy, pokonał dzielącą nas odległość i zamknął w żelaznym uścisku.
- Tęskniłem - wyszeptał mi do ucha.
- Wiem, ja też.
Nie wiem ile tak staliśmy, ale chrząknięcie Kuby dało nam znać, że chyba za długo. Niechętnie odsunęłam się od Marco i kolejny raz w ciągu tego dnia popatrzyłam z mordem w oczach na Błaszczykowskiego, który świetnie się bawił.
- Zabije cie - powiedziałam w jego stronę w ojczystym języku.
- I ja też - usłyszałam po niemiecku słowa Marco.
Nawet nie byłam zaskoczona, że zrozumiał co powiedziałam do Kuby, w końcu w BVB gra trójka Polaków...


Przez calutki dzień ani ja ani Marco nie oddalaliśmy się od siebie dalej niż do łazienki. Staraliśmy się nadrobić czas przez, który się nie widzieliśmy. Wieczorem znajdowaliśmy się w moim pokoju. Chłopak rozwalił się na moim łóżku, a ja koło niego. Jednak szybko zmieniłam pozycje i swoją głowę położyłam na klacie Niemca.
- Ja nie rozumiem jak możesz słuchać Biebera.
- A ja nie rozumiem jak możesz słuchać One Direction.
- No, ale Marco Bieber?
- Paulina...
- No dobra, zmieńmy temat.
- O mam pytanie. Jaki jest twój ulubiony piłkarz? - gdy usłyszałam to pytanie miałam ochotę parsknąć śmiechem.
Nie ma to jak z piłkarzem rozmawiać o piłce nożnej.
- Zdecydowanie... - trzymałam go w napięciu - Cristiano Ronaldo - dodałam po chwili wesołym głosem.
- Ej, czemu on? - odpowiedział mi oburzonym głosem.
- No nie wiem, może po prostu patrząc na to jak prowadzi piłkę, jak strzela, jakim jest człowiekiem, co osiąga itd. Znajduje się na miejscu numer 1 na mojej liście.
- A ja jakim jestem numerem?
- A skąd pewność, że w ogóle znajdujesz się na tej liście? - drażniłam się z nim.
- Skarbie - powiedział tak seksownym głosem, że o mało palpitacji serca nie dostałam.
- Ty jesteś wysoko po za skalą oceniania - odpowiedziałam patrząc wprost w jego oczy.
Nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Wulkan uczuć wybuchł, gdy tylko nasze wargi spotkały się ze sobą. Nawet nie wiem kiedy i jak znalazłam się na kolanach Marco. Chłopak pogłębił pocałunek, wtapiając się we mnie. Ręce położyłam na jego ramionach. Po chwili przeczesywałam palcami jego włosy. Rozłączyliśmy nasze wargi, żeby zaczerpnąć powietrza. Oparłam swe czoło o jego.
- Nigdy czegoś takiego nie czułem - powiedział z trudem, nadal patrząc w moje oczy.
- Uwierz mi, że ja też. To co się przed chwilą stało było czymś cudownym... Wyjątkowym... Jedynym w swoim rodzaju....
Uśmiechnęliśmy się do siebie i dalej kontynuowaliśmy rozmowę, nie wiedząc nawet kiedy zasnęliśmy.

Hej ;) W końcu dodaje kolejny rozdział, następny jak ktoś to jeszcze czyta też mam już gotowy więc pojawi się szybciej niż ten :) Nie wiem co tu jeszcze napisać, nie będę się usprawiedliwiać czemu mnie tu długo nie było. Teraz mam nadzieję, że już wróciłam w końcu są wakacje i chwila wolnego :) Do następnego xx


                                                                                                                                           Paulina xx
PS. Od teraz jak pewnie widzicie zostałam sama i rzadko kiedy perspektywa Agnieszki będzie ukazywana. Postaram się kiedyś coś dodać oczami Agi, ale będzie ciężko...
A no i co najważniejsze, proszę o komentarze żeby wiedzieć czy ktoś to jeszcze czyta.

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 4

***Agnieszka***
                                                     ******4 miesiące później*******

Nadszedł ten cudowny, długo wyczekiwany przeze mnie i nie tylko dzień. To już dzisiaj ściągają mi gips z nogi. Chłopcy zrobili nam tego dnia malutką niespodziankę w postaci ich samych, no dobra może nie taką małą. Cieszyłam się jak nienormalna, że udało im się przyjechać z Dortmundu w trakcie sezonu. Równo o 7 rano zaczęłam wszystkim zatruwać życie, no bo jak można nie chcieć zawieźć mnie do szpitala. Ja rozumiem, że oni kochają się nade mną znęcać, ale bez przesady.
- Może już jedźmy, zobaczcie jak nas błaga. Taki słodziutki pączuś - powiedział Piszczu i złapał mnie za policzki jak to robią babcie i ciotki. Starałam się mu jakoś wyrwać i przez przypadek, serio przez przypadek kopnęłam go z gipsu w krocze. Jego twarz momentalnie zrobiła się czerwona, a łzy leciały ciurkiem. Przestraszyłam się nie na żarty jak popatrzył na mnie morderczym wzrokiem. Jak w oddali słyszałam śmiechy Błaszczykiewicz i Błaszczykowskiego. Starałam się zachować twarz pokerzysty by ukryć rozbawienie, gdy poszkodowany masował sobie krocze... Było ciężko, zwłaszcza jak ni z tego ni z owego nawet zaczął mówić do obolałego miejsca.
- Piszczusiu wybacz - zero reakcji - Wybacz swojej kochanej Agniesi o wielki Łukaszu - to już zadziałało bo jego twarz rozświetlił piękny uśmiech. Boże, gdyby nie miał żony i dziecka to bym się za niego brała... O nie, czy ja coś ćpałam? Hmm, może Paulina mi jakiś ziółek do herbaty dosypała. Gdy Łukiego przestało boleć wiadomo co, Błaszczykowski stwierdził, że możemy już jechać. A wcześniej jakoś się tak nie śpieszył z tym, musiałam większemu blondynkowi jajecznice w bokserkach zrobić, żeby się chłopak zdecydował.
Jak na Warszawę i jej korki, dość szybko dotarliśmy do szpitala. Oczywiście znowu się stałam pośmiewiskiem, zwłaszcza gdy w pośpiechu opuściłam samochód i w miarę możliwości ( starałam się szybko ) udałam się do recepcji.
- Zwolnij inwalidko! Bo sobie drugą nogę złamiesz! - usłyszałam krzyk Kuby za sobą. Odwróciłam się i pokazałam mu środkowego palca, co rozśmieszyło moje towarzystwo. Miło wyglądająca pani z recepcji po zobaczeniu moich przyjaciół od razu skierowała mnie do sali zabiegowej. Rozpogodzona i pełna pozytywnej energii weszłam do wskazanej sali i momentalnie wyraz mojej twarzy się zmienił. Miała mnie przyjąć najgorsza z możliwych pielęgniarek. Jezu, czy ja zawsze muszę mieć takiego jebanego pecha? W końcu to monstrum ściągnęło mi gips i założyło stabilizator. Obiecałam sobie w myślach, że mimo iż studiuje medycynę nigdy nie będę taka niedelikatna i niemiła jak ta pani. W ogóle nie zwracała uwagi na moje uszkodzone kolano. Podnosiła, zgniatała i ugniatała moją nogę jak jej się tylko podobało. Na szczęście niedługo to trwało, po zaledwie 35 minutach dała mi jakieś wskazówki jak się zakłada i ściąga stabilizator, co wiedzą nawet dzieci w przedszkolu. Dostałam także dodatkową informację by nie prać stabilizatora w pralce... Okej, polski sprzęt więc pewnie grozi totalnym rozjebaniem, ale tym komentarzem już się z ta panią nie podzieliłam. Wychodząc z sali zabiegowej o kulach, co niestety jeszcze musiało zostać (taa pewnie do czasu aż wróce do domu) na moją twarz powrócił uśmiech. Moi przyjaciele siedzieli na szpitalnych krzesełkach i ze zniecierpliwieniem wypisanym na twarzy wpatrywali się w drzwi, a gdy tylko mnie zobaczyli momentalnie do mnie doskoczyli pytając co i jak. No i jak tu ich nie kochać?
- Wszystko okej, biegać co prawda jeszcze nie mogę, ale jest dobrze.
- Zadowolona? - spytała moja przyjaciółka.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Jedziemy już? Nie chce już patrzeć na tą pielęgniarkę co mnie przyjmowała - wykrzywiłam twarz w grymasie niezadowolenia, gdy moja trójca ponownie rozsiadła się na krzesełkach. - Chodźmy - udawali, że mnie nie słyszą więc machnęłam na nich ręką i poszłam na postój taksówek przed szpital. Będę jeszcze na nich czekać i się ich prosić, aż tak głupia to nie jestem. Wsiadłam do samochodu miłego taryfiarza, który już kilka razy mnie wiózł do domu. Mijając drzwi wejściowe szpitala widziałam zdezorientowane miny Pauliny, Kuby i Łukasza. Mam ich gdzieś, prosić grzecznie, a oni cie olewają. Oj ja im dam popalić. Do domu dojechałam jako pierwsza, od razu poszłam do łazienki wziąść kąpiel. Odkręciłam wodę w wannie i dodałam mnóstwo olejków zapachowych. Gorąca woda sprawiła, że ból w kolanie jaki odczuwałam po zdjęciu stabilizatora już mi nie doskwierał. Leżąc tak w tej cudownej wannie kompletnie się wyciszyłam, relaks na szóstkę z plusem. Nigdy mogłabym nie wychodzić z tej wody. Niestety szybko zaczęła stygnąć co zmusiło mnie do jej opuszczenia. Wycierając się ręcznikiem słyszałam jakieś hałasy na korytarzu co świadczyło o tym, że idioci już wrócili.
- Agnieszka wyjdź stamtąd! - Kuba zaczął walić w drzwi.
- Nie słyszę Michał - odpowiedziałam specjalnie zmieniając mu imię.
- Agniesiu - Piszczek próbował swoich sił.
- Nic z tego Sebastian.
- Co ona mówi? Jaki Michał? Jaki Sebastian?
- Chłopaki nie rozumiecie? Ona to robi specjalnie. Boże otaczają mnie idioci - zaśmiałam się cicho ze słów Pauliny - Agnieszka wyłaź! - dodała władczym głosem, któremu nie nigdy nie potrafiłam się sprzeciwić. Posłusznie wyszłam na korytarz gdzie zmierzyłam się z dziwnymi spojrzeniami chłopaków i ubawionej przyjaciółki. Być może to dlatego, że miałam na sobie tylko ręcznik? Cóż chyba tak.
- Czego? - warknęłam poprawiając swoje jedyne okrycie.
- Eee no my...
- Yyy... - płeć męska starała się wybrnąć z tej sytuacji.
Zaśmiałyśmy się z Paulą na ten widok.
- Eee no my...Yyy... Ja nie rozumieć po waszemu. Wy mówić po polsku, dobrze? - odpowiedziałam ze śmiechem. Przybiłam przysłowiową "piątkę" z przyjaciółką i wróciłam do łazienki się ubrać i założyć stabilizator. Miny chłopaków były bezcenne. Śmiałam się z nich nawet jak już zjadłam obiad, czyli ładne kilka godzin później. To są właśnie moi idioci nie zmieniłabym ich na żadnych innych.
- Dobra nie wytrzymam dłużej. Co wy tacy milczący jesteście? Ewa i Agata zakazały wam się odzywać żebyście się bardziej nie skompromitowali czy wolicie oszczędzić nam słuchania waszych głupot? - spytała prosto z mostu Paulina, a ja właśnie chciałam o to spytać. Też zauważyłam, że są trochę inni niż zazwyczaj tacy spokojni i opanowani, mam nadzieję, że nie są chorzy.
- No dobra mamy do was sprawę, a w zasadzie propozycje - wydusił w końcu Łukasz, któremu chwilę później w ramie przyłożył Kuba. Patrzyłyśmy na nich podejrzliwie, ciekawe co znowu wymyślili w tych swoich wyjątkowo tępych głowach.
- To nie jest żadna propozycja - syknął Błaszczu patrząc z byka na kolegę - To rozkaz od nas, naszych żonek, córek, znajomych, Marco, Kloppa żeby was moje drogie panie przetransportować do Dortmundu bo każdy chce poznać te polki, o których nie przestajemy mówić. Upss, tego chyba nie powinienem mówić. No, ale wracając do tematu. To jest ten moment kiedy ruszacie swoje seksowne tyłeczki i idziecie się pakować, ponieważ samolot mamy za - spojrzał na zegarek - mniej więcej cztery godziny. No biegiem - dodał widząc, że ciągle siedzimy w miejscu. Czy ja już wspominałam o tych ich głupich pomysłach? Ciągle w lekkim szoku popatrzyłam na Paulinę, która już bujała w obłokach. Hmm, pewnie po imieniu Reusa w tej ujmującej wypowiedzi Kuby.
- No chyba cię pojebało Błaszczykowski - ooo Pauli wrócił rozum - jak my się mamy odpowiednio spakować, kiedy samolot mamy za około 4 godziny? Przecież musimy iść na zakupy i w ogóle. Jesteście idiotami, jak my się wyrobimy? - a nie jednak nie wrócił.
Jak ja nie lubię psuć wszystkim humoru, ale co ze studiami? Co z moimi rehabilitacjami? Oni są wyjątkowo tępi, myśląc, że od tak dam się wyciągnąć do Dortmundu.
- Paulina, a co ze studiami? Chłopaki przecież my mamy zajęcia, a ja jeszcze wyjątkowo rehabilitacje. Jak mam na nie chodzić będąc tam? - spytałam wskazując palcem byle jaki kierunek.
- Spokojnie misiaczku, spokojnie. Nie wierzysz w nas? Wszystko już jest załatwione. Studia online bo podobno da się tak zrobić, a rehabilitacje u naszego klubowego fizjoterapeuty, który już się nie może doczekać - Piszczu pocałował mnie w policzek. Hmm, chyba ostateczna decyzja należy do mnie. Moja przyjaciółka patrzyła na mnie wzrokiem szczeniaczka, a dwójka niedorozwojów chyba się modliła. Nie wnikam co oni robią bo to grozi uszczerbkiem zdrowia i jeszcze w zimę będę w sandałach i skarpetkach chodzić jak każdy rodowity polak.
- Uch niech będzie, poddaje się. Jedziemy do szwabów - powiedziałam bez entuzjazmu za co momentalnie zostałam zgromiona wzrokiem przez piłkarzy. Paulina była zbyt zajęta skakaniem, piszczeniem i pisaniem sms'a. Grr, pewnie do Marco. Już mnie to zaczyna denerwować ciągle tylko on i on, czy ten chłopak nic innego nie robi tylko czeka na wiadomość od niej? Odpowiedź dostałam wraz z dźwiękiem komórki Pauli, która sygnalizowała, że czeka na nią wiadomość. Jezu...
- Kochani, ale chyba nie będziecie mi kazali chodzić z nią wszędzie? - spytałam wskazując palcem na dziewczynę.
- A to niby czemu? - oburzyła się.
- Hmm zastanówmy się. Może dlatego, że będziesz zbyt zajęta Reausem, żeby na mnie zwrócić uwagę. Teraz jest o to ciężko, a co dopiero tam. Ciągle tylko Reus, Reus o niczym innym nie mówisz tylko ciągle o nim. Zresztą nieważne - machnęłam ręką widząc, że chce coś powiedzieć - idę się pakować. Piszczu pomożesz? - spytałam pełna nadziei.
- Tobie zawsze pączusiu - co on ma z tym pączusiem? Chyba nie jestem, aż tak gruba? Prawda, że nie? Na dłużej stanęłam przy lusterku, które mijałam. Łukasz widząc, że za nim nie idę, wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Pakowanie w tym towarzystwie i z tymi radami, a raczej brakiem ich zajęło mi sporo czasu. Dowiedz się od niego co mniej więcej masz wsiąść ze sobą, a odpowie, że wszystko. Spytaj jaka pogoda?
- No normalna jak pogoda.
Właśnie naszła mnie ochota, żeby zdzielić go w twarz i jeszcze raz przykopać w jaja. Powoli mnie doprowadzał do nerwicy, a gdy pakowałam bieliznę oczywiście nie mógł oszczędzić sobie głupich komentarzy.
- Ja chyba muszę pogadać z Ewą na ten temat - skomentowałam obserwując zmagania Piszczka z moim stanikiem, całkiem nieźle na nim wyglądał na prawdę.
- Nie rozumiem jak wy możecie w tym chodzić, przecież to same druty są.
- Tak wiem kobiety to mają przesrane, muszą nosić staniki żeby jakoś wyglądać, mają miesiączkę, rodzą dzieci, gotują, sprzątają. Zamienisz się ze mną?
- Mowy nie ma! - powiedział z czystym przerażeniem w głosie, wyszczerzyłam się gdy go usłyszałam za co momentalnie dostałam karę w postaci łaskotek. O mamo... Powoli nie wyrabiałam ze śmiechu.
- Łukasz proszę przestań - niestety to nie działało - bo nie pojadę do tego cholernego Dortmundu!
Nawet nie zdążyłam zarejestrować kiedy zszedł ze mnie i jak gdyby nic wrócił do pakowania mnie.
- Łuki siądź na walizce bo jej nie dopniemy.
- Ty siądź.
- Ty jesteś cięższy skarbie.
Jako odpowiedź dostałam wystawiony język, bachor. Odetchnęłam jeszcze kilka razy i wspólnymi siłami (ja przy zamku, a Łuki na walizce) zasunęliśmy walizkę. W salonie gdzie później poszliśmy jeszcze nikogo nie było. Popatrzyłam na zegarek, minęło 2 i pół godziny, więc tamci zaraz powinni do nas zawitać, żeby spokojnie pojechać na lotnisko. I wcale się nie pomyliłam bo pojawili się po 10 minutach. Szybko zapakowaliśmy się do samochodu, żeby uniknąć warszawskich korków. Niestety tym razem nam się to nie udało. Na lotnisko dotarliśmy niecałe 30 minut przed czasem. Tym razem już biegiem (no ja nie koniecznie) pokonaliśmy drogę do samolotu. Miałam miejsce koło zgadnijcie kogo, tak tak właśnie koło Piszczka, a Kuba koło Pauliny. Współczuła bym mu, ale w samolocie nie wolno pisać sms'ów więc chłopak będzie miał spokój. Oczywiście lecieliśmy pierwszą klasą bo jakby inaczej. W samolocie mi i mojemu kompanowi kompletnie odbijało. Na całe gardło śpiewaliśmy piosenki Justina Biebera. Kilka razy już byliśmy upomniani przez stewardessę, że niby nie jesteśmy sami w samolocie i w ogóle. Ludzie się całkowicie nie znają, ech taki nasz los. Z piosenek Kanadyjczyka przerzuciliśmy się na uwaga, uwaga polskie disco polo. Stewardessa ze sztucznym uśmiechem ciągle nas upominała chyba się denerwowała bo miała całą czerwoną twarz. Ale kto by się nią przejmował? Po naszym wykonie piosenki "Jesteś Szalona" zostaliśmy nagrodzeni oklaskami innych podróżujących ludzi. Ukłoniliśmy się przed tą cudowną publicznością i jak gdyby nic zajęliśmy swoje miejsca i powróciliśmy do normalnej rozmowy. Kuba i Paulina ciągle się z nas śmiali. Uf dobrze, że moja przyjaciółka na razie nie porusza tematu Reusa bo ciągle jestem na nią zła, a może zazdrosna? Nie ważne...
- Tą piosenkę musicie zaśpiewać Borussien i Kloppowi, będą prze szczęśliwi - odezwał się Kuba, wycierając łzy z twarzy, które pojawiły się przez nasze wygłupy. Popatrzyłam na Łukasza z propozycją w oczach "Zrobimy to?". Jego uśmiech był jednoznaczny.
- My bardzo chętnie - powiedzieliśmy razem i wybuchnęliśmy śmiechem, którego nikt nie był w stanie opanować. Jak opuszczałam samolot zobaczyłam ulgę malującą się na twarzy TEJ stewardessy, pokazałam to Łukiemu.
- Niech się pani nie martwi za niedługo tym samolotem będziemy lecieć w drugą stronę, a tym czasem proszę nie tęsknić - "pocieszał" panią Piszczu.
Kobieta się chyba przestraszyła bo zaczęła histerycznie oddychać, coś takiego jak by nie mogła złapać oddechu. wzruszyliśmy ramionami i poszliśmy po walizki. A w zasadzie panowie poszli bo ja i Paulina podeszłyśmy do żon naszych przyjaciół. Jak dobrze, że je wcześniej poznałyśmy na Skype. Obok nóg Agaty i Ewy stały dwa dziewczęce klony panów, którzy wlekli się za nami. Mam nadzieję, że chociaż takich charakterków nie mają przez internet ciężko to określić.
- Cześć Agata, cześć Ewa - przywitałyśmy się z nimi, gdy tylko podeszłyśmy na wystarczającą odległość.
- Cześć dziewczynki - powiedziałam do małych odpowiedników swoich ojców.
- My nie jeśteśmy dzieczynki my jeśteśmy kobiety - wysepleniła Oliwka, a Sara kiwnęła główką na znak zgody.
- W takim razie przepraszam. Cześć kobietki - zwróciłam się do nich raz jeszcze.
- Cześć - odpowiedziały razem.
- Jak noga? - spytała z troską w głosie Agata przy okazji patrząc krzywo na swojego męża i jego najlepszego przyjaciela.
- W porządku, trochę boli, ale da się przeżyć. Po rehabilitacjach będzie lepiej.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę i wspólnymi siłami dotarliśmy do samochodów. Ja jechałam z Piszczkami, a moja przyjaciółka, na którą aktualnie jestem obrażona z Błaszczykowskimi.
- No Piszczusiu ładnie się urządziłeś - skomentowałam z zewnątrz budynek i ogród. Oj chyba wiem gdzie będę przesiadywać większą część czasu. W środku wszystko wyglądało pięknie i czysto. Domyśliłam się, że wszystko pewnie urządziła Ewa, a Łuki tylko dał odpowiednie fundusze.
- Ewa zgadnę jak spytam czy posprzątałaś przed naszym przyjazdem? - zagadnęłam patrząc na nią.
- Tak - przyznała zawstydzona.
- Ha wiedziałam, że z Piszczkiem takiej czystości się nie osiąga - cieszyłam się jak zobaczyłam pana domu rozsiadającego się na kanapie z nogami położonymi na stoliku.
- Nie przesadzaj Agniesiu ze mną można mieć czysto - aha on chyba nie wie co mówi.
Czułam się jak u siebie. Zwłaszcza jak Piszczkowa wydarła się na męża, a ten zrobił się potulny jak baranek. Poczułam szarpnięcie za koszulkę więc popatrzyłam w dół, Sara wyszeptała do mnie: Tu tak zawsze, przyzwyczaj się. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i zaśmiałam. Wstyd nie wspomnieć, że cieszyłam się jeszcze bardziej gdy dowiedziałam się, że Paulina śpi u Kuby. Może sobie spokojnie wszystko przemyśli bo ja pierwsza ręki nie podam. Przeraziłam się tylko, że będę musiała wytrzymać 24 godziny na dobę z Łukaszem. O mamo... 



Cześć kochani! Dodaje kolejny rozdział bo być może jest tu choć jedna osoba co to czyta. Ten rozdział całkowicie jest mój, nie wiem co tam z Agą nie wnikam za bardzo. Kocham was i proszę o komentarze czy ktoś jeszcze poświęca swój cenny czas na czytanie moich wypocin...
Mówiłam już, że was kocham?

                                                                                                          Paulina xx

piątek, 14 marca 2014

Rozdział 3

                                                                   ***Paulina***

Po tym jak Agnieszka wyrzuciła mnie ze swojej sali poszłam do domu. Przed pójściem spać wykąpałam się choć z ręką w gipsie było to trudne. Wystarczyło, żeby moja głowa dotknęła poduszki, a sen przyszedł od razu. Śniło mi się, że jednak dałyśmy rade wystartować w mistrzostwach. Obudziłam się z uśmiechem na ustach niestety dość szybko wróciłam do rzeczywistości, przecież to było niemożliwe. Leniwie wstałam i poszłam sobie zrobić najprostsze śniadanie czyli płatki z mlekiem. Potem ubrałam się i poszłam na wykłady. Siedząc już na jednym napisałam sms'a do przyjaciółki o której mam ją odebrać ze szpitala. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Oj chyba jej się nudzi...

                           "Najlepiej od razu po wykładach. Mam nadzieję, że nie zrobiłaś sobie wolnego.
                                              Rozmawiałam wczoraj z Pawłem. xx"
No i tym mnie zaintrygowała.
                                       "Jestem na wykładach, mamusiu... O czym? xx"

                           "O tym, że jesteś głupia ;p Nie no żartuje był ciekawy co nam się stało.
                                  Z nim była połowa składu naszych kochanych Giants <3"
                                                   
                           "Zazdroszczę. Też bym ich chciała w końcu zobaczyć. Tęskni mi
                                     się za nimi. Niedługo pewnie zapomnę jak wyglądają ;c"
                
                         "Może wieczorem nam się uda z nimi pogadać ;) Skup się na wykładzie!"
                          
                           "Jaja sobie ze mnie robisz? Mam patrzeć jak gościu mówi i dłubie
                                     sobie w nosie? Chyba zaraz zwrócę śniadanie..."

Napisałam z odrazą patrząc na mojego profesora, który na serio dłubał sobie palcem w nosie. Uch, okropność. Na szczęście wykłady skończyłam parę minut po 14. Natomiast na moje nieszczęście pan dłubie sobie bo lubię obrzydzać moich słuchaczy kazał nam na następne zajęcia za tydzień napisać wywiad z kimś wyjątkowym. Cudownie... Szybko wyszłam z uczelni od razu kierując się w stronę szpitalu. Nie sprawdzałam dzisiaj kalendarza, ale chyba zapomniałam o jakimś dniu dobroci dla Pauliny. Dziwne, że dzisiaj jakoś każdy chce ze mną koniecznie zamienić kilka słów. Moja droga trochę więc zajęła, ale w końcu udało mi się dotrzeć na sale mojej psiapsiółeczki. Ona już siedziała, a raczej leżała w pełni gotowa, na mój widok mało co z entuzjazmu nie spadła z łóżka czym mnie rozbawiła. Pomogłam jej się jakoś przetransportować do taksówki. W domu natomiast kazałam położyć na kanapie pod chorą kończynę położyłam poduszki, żeby noga była wysoko jak to mówił lekarz. Sama zaś udałam się do kuchni ugotować nam jakiś obiad chociaż z moją niedyspozycją było ciężko, ale w końcu dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Włączyłam muzykę na cały regulator i oddałam się kulinarnemu szaleństwu. Z tego cudownego transu wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
- Czy wy nas śledzicie? Czy może chcecie nas w końcu wykończyć? - zwróciłam się po otworzeniu drzwi do naszych gości, którymi byli... Błaszczykowski i Piszczek.
- Przyjechaliśmy się wami zająć i pomóc we wszystkim w czym będziecie chciały. I nie obchodzi nas wasze zdanie na ten temat, więc z łaski swojej przesuń swój tyłeczek żebyśmy mogli wejść - powiedział pewnym głosem Kuba. Łukasz widząc mój opór wziął mnie za ramiona i dosłownie przeniósł na bok. Byłam w szoku.
- Wiesz jak trudno było przekonać wasz skład by dali nam wasz adres? - dodał Piszczek. Chyba zaniemówiłam. Starałam się coś powiedzieć, ale nie mogłam. Z rezygnacją udałam się do salonu gdzie spotkałam się z pytającym spojrzeniem Agnieszki. Tamci stali spokojnie za mną.
- Aga mamy gości - wydusiłam wreszcie z siebie głosem pozbawionym wszelkiej radości. Poczułam jak któryś szczypie mnie w bok.
- Nie, Paulina, nie. Tylko nie mów, że to ONI, błagam tylko nie to.
Nie zdążyłam odpowiedzieć bo Kuba razem z Łukaszem wyszli zza moich pleców i pobiegli wyściskać moją przyjaciółkę. Boże jakie to są debile. Oczywiście moja ukochana Agusia starała się ich odgonić, ale powiedzmy prawdzie w oczy bez sprawnej nogi mogła niewiele.
- Przepraszamy, przepraszamy nie wiedzieliśmy o twoim uczuleniu. Wybaczysz nam? - spytał Kuba całując ją w policzek. Czy wzruszenie ramion z miną pokerzysty można uznać za odpowiedź?
- Ej a wy czasem nie macie żon? Hmm... Agata Błaszczykowska i Ewa Piszczek. Może je znajdę na facebooku, albo twitterze i powiem, że molestujecie mi przyjaciółkę.
- Wszystko wiedzą i przesyłają pozdrowienia. Życzą też szybkiego powrotu do zdrowia, a nasze kochane potworki kazały was wycałować. Agata na koniec rozmowy dodała jeszcze, że wam współczuje, ale nie rozumiem do czego to miało się odnieść - oj Piszczek, ja chyba wiem. Znacząco spojrzałyśmy na siebie ze Świątkową i jak jeden mąż parsknęłyśmy śmiechem.
- My chyba wiemy dlaczego tak powiedziała. No wiecie spędzać czas w waszym towarzystwie naprawdę jest się czego bać - nabijała się z nich moja przyjaciółka.
- Nie rozumiem po cy wy nam tu, ale ja idę gotować - machnęłam na nich ręką i poszłam w stronę kuchni. Niestety ktoś był ode mnie szybszy i wyprzedził mnie w drzwiach. O nie, nie, nie, nie tylko nie to.
- Co ty robisz w MOJEJ kuchni? - spytałam groźnie patrząc w Piszczusiowe oczy.
- Nie sądziłaś chyba, że pozwolimy ci coś robić z tą ręką? Dzisiaj ja gotuje, a raczej kończę to robić po tobie - stwierdził z podziwem rozglądając się po pomieszczeniu.
- Wiesz chociaż co masz robić?
- W tej kwestii liczę na twoją pomoc szefowo - przyznał drapiąc się w tył głowy.
- Ech niech będzie - westchnęłam. Zaczęłam mu wszystko tłumaczyć jak dziecku, a przecież robienie chińszczyzny nie jest skomplikowane. Muszę przyznać, że coś mu z tego wyszło dało się zjeść i nawet ładnie pachniało. Rozłożyliśmy... No dobra mój kadet rozłożył wszystko na cztery talerze, które mu podałam i poszliśmy do salonu. Kuba właśnie tłumaczył Agnieszczę, że piłka nożna jest lepsza od futbolu amerykańskiego. Oj chłopie ja bym tego na twoim miejscy nie robiła nawet nie wiesz z kim zadzierasz. Po zjedzeniu obiadu wstałam z fotela, żeby pójść do siebie.
- Gdzie idziesz?
- Do swojego pokoju, muszę pomyśleć nad pracą domową.
- Jaką pracą domową?
- Kuba co cię to tak interesuje, co? Musze przeprowadzić wywiad z kimś wyjątkowym, nie mam pojęcia kogo do tego zwerbować dlatego idę pomyśleć.
- Możesz z nami zrobić ten wywiad - zaproponował Łukasz.
- Chłopaki bez obrazy, ale to miało być o kimś wyjątkowym, a w waszą zaletą raczej nie jest granie w narodowej porażce - chyba im się nie spodobała moja odpowiedź bo rzucili się na mnie i zaczęli łaskotać. O Boże nie wyrabiam ze śmiechu.
- Gramy też w Borussi byliśmy o krok od zdobycia Ligi Mistrzów - powiedział obrażony Błaszczykowski.
- Kubuś nie musisz mi mówić gdzie wy gracie bo ja to wiem. Lubie piłkę nożną, Real Madryt i Marco Reusa więc czasem mi się zdarzy was obejrzeć. No, a mecz o którym wspomniałeś oglądałam. Swoją drogą sport, a raczej piłka nożna to coś z czym chcę być już do końca życia związana to dlatego na studiach wybrałam dziennikarstwo ze specjalizacją sportową - odpowiedziałam jak skończyli mnie łaskotać.
Aga ciągle się śmiała z naszej pozycji. No tak, ja malutka bezbronna dziewczyna leżę na podłodze, a dwóch silnych, umięśnionych, niedorozwiniętych chłopaków siedzi na mnie. Musiało makabrycznie wyglądać.
- Oo uwielbiasz Reusika? – śmiał się ze mnie Piszczek.Ręką w gipsie przyłożyłam mu mocno w ramie. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi na jego urażone spojrzenie. Udało mi się ich jakoś zepchnąć ze mnie, uff znowu mogę oddychać…
- Wiesz, że Niemcy będą grali tutaj mecz? – podchwycił temat Kuba.
- I co z tego?
- Załatwimy wam najlepsze wejściówki i osobiście możesz przyjść i zobaczyć Marco na żywo.
- Wole podziwiać jego boskość z ekranu telewizora. Wiem, że jego reprezentacja będzie grała z naszą narodową  porażką. I osobiście jestem za nimi. Wybaczcie, ale oni chociaż strzelają na bramkę i to celnie- dodałam widząc ich miny.
- Kuba myślisz o tym samym co ja? – spytał Piszczek i znacząco się na niego popatrzył. Błaszczykowski wyciągnął komórkę i zaczął do kogoś dzwonić. Nic z tego nie rozumiałam do czasu, aż powiedział „Cześć Marco’’ w języku niemieckim. Odjęło mi mowę, gdy wziął na głośnomówiący. Odetchnęłam z ulgą, ponieważ uczyłam się wcześniej języka szwabów, ale to Aga opanowała go mistrzowsko.
- Marco ja i Piszczek mamy sprawę.
- O co chodzi? – Boże jaki on ma cudowny głos.
- Siedzimy teraz z taką jedną Pauliną, super laska i w ogóle. Przez nas trochę z przyjaciółką ucierpiały co jest akurat mniej ważne teraz. Namawiamy ją, a teraz w zasadzie je żeby przyszły na mecz Polska – Niemcy, ale nie chcą. Paula jest twoją wielką fanką i jestem przekonany, że jak przyjdzie ona to jej przyjaciółka, która nie lubi piłki nożnej nie ma nic do gadania- w tej chwili pokazałam mu, że go zabije, w odpowiedzi się do mnie wyszczerzył. Debil…

- Czyli mam wam pomóc ją przekonać? Zrobię to jak mi wyślesz jej zdjęcie – Łukasz gdy tylko to usłyszał wyciągnął telefon i zrobił mi szybkie zdjęcie.
 - Już wysłane
- Czekajcie chwile – słychać było jakieś szumy w słuchawce – No, no rzeczywiście niezła jest – Czy on właśnie kurwa gwizdnął? Ja pierdole…
- Tak w zasadzie to jesteś na głośno mówiącym – wszyscy zaczęliśmy się z niego śmiać.
- Ee cześć? – powiedział speszony, co jeszcze bardziej rozśmieszyło nasze towarzystwo. Aga to już się popłakała ze śmiech, moja wariatka
- Zamknąć się ! – w końcu zlitowałam się nad biednym Marco
- A więc pomożesz nam? – starał się jak mógł stłumić kolejny wybuch śmiechu Łukasz.
- Nie wiem jak, bo rozumiem, że ONA mnie teraz słucha ? – specjalnie podkreślił słowo „ona”.
- Cześć Marco – odezwałam się.
- Teraz już chyba znasz odpowiedzi – stwierdził Błaszczu… Barszczu.
- Hej Pau..Pauli…Paula swoją drogą ciężkie to twoje imię do wymowy. Mam pomysł, jak nie chcesz przyjść na mecz dla POLSKICH piłkarzy to przyjdź dla mnie. Takich ładnych fanek nigdy za wiele. Może po meczu się nawet poznamy, ale to już zależy od tych dwóch obok ciebie.
- No, ale ja mam rękę w gipsie – jęknęłam żałośnie.
- Zgaduję, że to zasługa tych osłów. Nie pożałujesz jak przyjdziesz tam dla mnie.
Popatrzyłam na Agnieszkę, która uśmiechała się do mnie wesoło i kiwała głową żebym się zgodziła.
- Dobra poddaję się skoro mam nie iść dla polskiej drużyny to przyjdę.
- Tak! – usłyszałam z ust Marco, Kuby i Łukasza. Do tych dwóch chwilę później doszło co powiedziałam i zrobili obrażone miny. Ojojoj foch. Oni chyba rzeczywiście są tymi głupimi stereotypowymi blondyneczkami.
- Ja już muszę kończyć bo zaraz mam trening. Do zobaczenia na meczu – Reus szybko się pożegnał i rozłączył.
O MÓJ BOŻE CZY JA WŁAŚNIE ROZMAWIAŁAM Z TYM MARCO REUSEM? Nie wierzę, wciąż oszołomiona spojrzałam na chłopaków.
- Mój stan nie zmienia mojej ochoty na zabicie was. Paula jest twoją wielką fanką… Serio?! – parodiowałam Błaszczykowskiego w tej chwili miałam ochotę położyć się na podłodze i powiedzieć, że zniżyłam się do jego poziomu. Hmm… może jednak tak zrobię…



Cześć wszystkim! Aga kazała mi napisać cokolwiek... Dziewczyna strasznie zamula teraz hahah ;p Wiecie kończenie i sprawdzanie rozdziału tak działa na człowieka... Mamy nadzieję, że zrozumiecie o co chodziło nam w tym rozdziale bo oby dwie mamy ochotę iść spać, a jest przed 20. No, ale my jesteśmy szalone ;D Inaczej... Jeśli ktoś to w ogóle czyta (choć Aga szczerze w to wątpi) to wyraźcie swoją opinię w komentarzach. Jesteśmy przygotowane także na wszelką krytykę (ona jest zajebista)... Następny rozdział już może niedługo... O ile ja (Paulina) zacznę go pisać, a Aga mi w tym pomoże. Musze się porządnie wyspać to może coś z tego wyjdzie ;p Jesteśmy zjebane... Oo tak ;) 
Kochamy was ! (chociaż jak to twierdzi Agusia jeśli jesteście dziewczynami to trochę lesbijskie z naszej strony)...

                                                                                                                                        Paulina
                                                                                                                                      Agnieszka 

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 2


                                                          ***Agnieszka*** 


Gdy lekarze usztywnili mi nogę, czułam się trochę lepiej. Zawsze to coś, później przewieźli mnie na sale gdzie siedziała już moja nadąsana i smutna przyjaciółka. Miała całą prawą rękę w gipsie...
- Nieźle nas załatwili, nie? A mówiłaś coś o przejściu ich pecha na nas - zagadnęłam do niej.
- Weź mi nawet nie mów... Jak my weźmiemy udział w mistrzostwach? Jak my będziemy dopingować Pawła? - zdecydowanie najbardziej martwiła się z tego drugiego powodu.
Już otwierałam usta, żeby jej odpowiedzieć gdy rozległo się pukanie do drzwi. Zdziwiona spojrzałam na Paulinę, która widząc mój pytający wzrok wzruszyła ramionami sygnalizując mi tym samym, że nie ma pojęcia kto to może być. Chwilę później do sali weszli dwaj mężczyźni ich twarze zasłonięte były ogromnymi bukietami kwiatów. Po zobaczeniu dołu ubrania naszych gości już wiedziałam kto to jest i sądząc po minie mojej przyjaciółki ona także. I żadnej z nas to się szczególnie nie spodobało.
- Czego wy tu jeszcze kurwa chcecie? - warknęłam.
- Chcieliśmy przeprosić. Głupio nam z powodu tego wypadku.
- I powinno, a teraz możecie już iść bo my nie chcemy waszych przeprosin. Szczerze mam was teraz ochotę zabić - usłyszałam głos Pauliny.
- Właśnie więc papa Krystian i Lucjan - dopowiedziałam, a moja przyjaciółka wybuchnęła śmiechem. Co ja takiego powiedziałam?
- Nie, nie my jesteśmy Kuba i Łukasz - tłumaczył jeden z nich. Taki wysoki, zgrabny blondynek. Gdyby nie te okoliczności to nawet był by w mojej grupie przystojniaków.
- No, a co ja powiedziałam?
- Co to za pogrzebowe chabrezie? - och Paulina jest mistrzynią zmieniania tematu, jej wzrok sprawił, że się speszyli i chyba nie wiedzieli co odpowiedzieć. Dziwi mnie fakt, że jak na kogoś kto kocha piłkę nożną. Zachowuje się całkiem normalnie, no oczywiście odpowiednio do tej sytuacji. Do tej pory często zastanawiam się czym ludzie się tak ekscytują... 22 debili biega za piłką, a oni się tak podniecają. Rozumiem oglądać futbol amerykański no, ale piłka nożna?
- Ee... Nie wiedzieliśmy jakie lubicie kwiaty, więc wzięliśmy wszystkie. Chcieliśmy was jeszcze bardzo was przeprosić - wydusił z siebie niższy blondynek. O mamuniu czy oni też są tacy głupi jak te stereotypowe blondynki? Na to wygląda... 
- Mirek posłuchaj weź kolegę czy przyjaciela... Nie ważne i idźcie już stąd dopóki jestem jeszcze spokojna, a to się zaraz zmieni. Samo patrzenie sprawia, że mam was ochotę zabić. Pozbawiliście nas szansy wystartowania w mistrzostwach... Serio dziękujemy... A teraz już idźcie, zróbcie chociaż to, błagam. - powiedziałam kichając i znowu rozbawiłam Paulinę. Co ja znowu takiego powiedziałam bądź zrobiłam? 
I czemu ci dwaj debile położyli te "kwiaty" na stoliku obok mojego łóżka. Nie chciałam się już z nimi kłócić bo nigdy by nie wyszli, a ku mojej uldze szybko opuścili moją sale. Nagle poczułam pieczenie na twarzy i w gardle. Miałam kłopot z nabraniem cennego powietrza. Paula patrzyła na mnie z przerażeniem w oczach i szybko wybiegła na korytarz krzycząc, a raczej drąc się "Pomocy! Lekarza!". Przyniosło to oczekiwane skutki, ponieważ w przeciągu minuty do sali biegła się połowa personelu, jak nie więcej. Pielęgniarka założyła mi maskę z tlenem, a lekarz spytał czy mam na coś alergię.
- Na trawę, pyłki i frezje - usłyszałam szybką odpowiedź z ust przyjaciółki.
Jak ona dobrze mnie zna...
- Dziwne - wymruczał sprawdzając kwiaty. Wszystko stało się jasne jak z jednego bukietu wyjął kilka gałązek frezji. - Siostro proszę podać zastrzyk przeciw alergiczny, a ty - zwrócił się do Pauliny - pomożesz mi wynieść te kwiaty.
Ciekawe widowisko było widząc jak siłuje się z jednym z bukietów, aż w końcu dosłownie wykopała go na zewnątrz. No siłę w nogach to ona ma niezłą. 
Czułam się już o niebo lepiej jak przemiła pielęgniarka ściągnęła mi maskę i mogłam oddychać samodzielnie.
- I co chyba jednak planowali kolejny zamach - usłyszałam od strony drzwi, nie musiałam odwracać głowy, żeby wiedzieć kto to.
- Tak chyba tak. Teraz już naprawdę mam ich ochotę zabić, dziękuje, że w tak piękny sposób pozbyłaś się tego czegoś zwanego kwiatami.
- Ja też mam na tą ochotę, uwierz mi. Cała przyjemność po mojej stronie.
- Paulinko moja kochana jedyna w swoim rodzaju przyjaciółko (pisała Paulina, bardzo skromna zresztą) zrobisz coś dla mnie?
Zamruczała tylko w odpowiedzi.
- Przyniesiesz mi laptopa? Proszę bo chcą mnie zostawić na obserwacji, a przecież się tu zanudzę.
- Gdyby nie ten gips to wiesz jaka była by odpowiedź? - zapytała szczerząc się do mnie niemiłosiernie.
- Znając ciebie to : "Pocałuj mnie w cztery litery", ale i tak byś go w końcu przyniosła, tak bardzo cię kocham - powiedziałam przesyłając jej buziaka.
- Jak ty mnie dobrze znasz. Za pół godziny jestem z powrotem, więc nie podrywaj żadnego lekarza, pielęgniarki, pielęgniarza ani sprzątaczki. - wyliczała na palcach - Zrozumiałaś?
- Głupia - wyszeptałam gdy nie było jej już w mojej sali. Co ja bym zrobiła jak by jej nie było? Nawet nie chce o tym myśleć. Rzeczywiście niedługo po wyjściu wróciła ponownie tym razem z różnymi rzeczami: z laptopem, piżamką, kapciami, mp4 i cieplutkim jedzonkiem... No i jak tu jej nie kochać?
- Dziękuję - powiedziałam przytulając ją do siebie.
- No weź bo mnie udusisz.
Wycałowałam ją jeszcze w policzki i kazałam iść do domu. Wyglądała po prostu okropnie. Jeszcze ten gips... Nasza walka słowna trwała chwilę, ale nikt nie mówił, że z Pauliną będzie łatwo. Na szczęście w końcu uległa. Jedynie czego mi jeszcze brakowało to, żeby i ona została w szpitalu na obserwacji. Kilka minut po jej wyjściu dostałam od braciszka sms'a z prośbą o wejście na Skype. I właśnie dlatego chciałam mieć przy sobie laptopa.
- Jak tam siostrzyczko? - zobaczyłam przez monitor jego ogromny uśmiech.
- W porządku, właśnie odpoczywam... W szpitalu
- Jak to? Co się stało? - zobaczyłam, że się zaniepokoił. Machnęłam tylko ręką.
- Paulina ma rękę w gipsie i martwi się, że nie będzie miała jak cię dopingować - powiedziałam wystawiając mu język. W zamian zobaczyłam urocze rumieńce wpływające na twarz mojego braciszka. Serio... Czy on się właśnie zarumienił?
- Teraz już musisz mi powiedzieć co wam się stało
- Właśnie spowiadaj się młoda - usłyszałam jak i zresztą zauważyłam machającego do mnie przyjaciela Pawła.
- Och nie myślałam, że będziemy sami bo ty jesteś przyzwyczajony do mnie w piżamie i bez makijażu. Grr cioto nienawidzę cię - jęknęłam i dzielnie udawałam naburmuszoną.
- Chłopcy też chcieli z tobą pogadać - wzruszył przepraszająco ramionami i odwrócił kamerkę. Idealnie widziałam teraz połowę składu Gians Wrocław, po jakiego on ich tam tylu zapraszał? Wszyscy zaczęli mi machać i uśmiechać do mnie. Byłam w szoku, nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Szybko zasłoniłam ręką kamerkę co spotkało się z oburzeniem wszystkich zebranych w mieszkaniu mojego brata.
- Cześć Agnieszka! Pokaż nam się! Czemu zasłoniłaś ręką kamerkę? Co nic nie mówisz? Kiedy nas odwiedzisz? Czemu jesteś w szpitalu? - przekrzykiwali się jeden przez drugiego. 
- Spokojnie! Jak mam wam odpowiedzieć na te pytania jak się tak drzecie? - te słowa zadziałały momentalnie, odsłoniłam kamerkę i zaczęłam dalej mówić - Pierwsze pytanie bo tak mi się podoba. Drugie właśnie mówię więc nie wiem o co chodzi. Trzecie może jak mi ściągną gips z nogi. Czwarte jestem w szpitalu bo mnie i Paulinę załatwiło dwóch z narodowej porażki. Ćwiczyliśmy ciężki układ, stałyśmy we dwie na górze piramid gdy w nie trafiła piłka i rozsypaliśmy się jak domek z kart - powiedziałam ciężko wzdychając.
- A na moje pytanie to już nie łaska odpowiedzieć - usłyszałam oburzony głos Pawła.
- Ech, moja kochana Błaszczykiewiczówna ma złamaną prawą rękę w łokciu, a ja zerwane więzadła w prawej nodze - zauważyłam, że wszyscy skrzywili się niemiło. Może wyobrażali sobie ten cały ból? W końcu są sportowcami, a w ich sporcie często zdarzają się różne ciężkie kontuzje.
Dalsza część naszej rozmowy już znacznie bardziej mi się podobała. Chłopaki się wygłupiali co znacznie poprawiło mi kiepski humor. Na koniec pożegnałam się z tymi debilami po czym rozłączyłam się. Wyłączyłam laptopa później kładąc go na tym samym stoliku co wcześniej stały nieszczęsne kwiaty. Szybko jeszcze napiłam się wody i zapadłam w głęboki sen.





Cześć wszystkim! Z kolejnym rozdziałem niestety się spóźniłyśmy, ale taki ciężki tydzień w szkole mamy obydwie. Ja w zasadzie już miałam, a u Agi trwa ;) Trzymam za nią kciuki. Nie wiem co tu jeszcze napisać... Mam nadzieję, że będziecie śledzić dalsze losy bohaterów. Kochamy was!



                                                                                                          Paulina
                                                                                                        Agnieszka

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 1

                                                    ***Kilka lat wcześniej***

                                                            *Paulina*


Nudniej to już być nie mogło...Właśnie siedzę w kościele na różańcu. Taki minus zbierania podpisów do bierzmowania. Przed chwilą usiadła obok jakaś dziewczyna, a myślałam, że to ja przyjdę najbardziej spóźniona. Hmmm...wygląda na miłą. Bzzzz. O kurka! Dostałam sms 'a. Pamiętając o starszej pani, która od początku nabożeństwa śledzi mój każdy ruch, jak ninja wyciągnęłam telefon. Zdołałam zauważyć, że nieznajoma robi to samo, więc się uśmiechnęłam. Odpisałam szybko, przypominając sobie o spotkaniu do bierzmowania w trakcie różańca napisałam.

"Bierzesz tu bierzmowanie?"

I co z tym zrobiłam? Podsunęłam telefon dziewczynie.

"Tak, a ty?" Odpisała uśmiechając się

"Też, gdzie chodzisz do szkoły?"

"PG1 ,a ty?"

"Ja też :) "

 I na tym zakończyłyśmy naszą pierwszą rozmowę. Cisza między nami trwała aż do końca różańca.

- Jak masz na imię? - usłyszałam

 - Paulina, a ty?

- Agnieszka.

- Miło mi poznać.

- Wzajemnie, do której klasy chodzisz?

- Do 3e

- Ooo ja do 3b.

W ten sposób przebiegło nasze pierwsze, raczej nietypowe spotkanie.



                                                        *Teraźniejszość*



- Paulina wstawaj! No rusz się leniu! - Krzyknęła Agnieszka starając się zepchnąć mnie z łóżka

- Czego chcesz? - wymamrotałam naciągając kołdrę na głowę, ale po chwili już jej tam nie było.

- Zaraz spóźnisz się na wykłady,a później mamy próbę.

 - Kiedyś Cię zabiję kobieto - westchnęłam i wstałam z łóżka - Nie myśl, że jak jesteś moją najlepszą przyjaciółką to możesz wszystko. Co z tego, że poznałyśmy się w kościele - powiedziałam, a ona mimowolnie się uśmiechnęła. Czasami jej nie rozumiem, ale posłusznie poszłam się ubrać. Po kilku godzinach nudnego wykładu udałam się na stadion narodowy, gdzie mamy mieć dzisiaj próbę. Oczywiście spóźniłam się 30 min, ale to nie moja wina, że w Warszawie są korki. Aga jak to ona dzwoniła już do mnie 5 razy,więc za szóstym dałam jej znać, że jestem na miejscu. Wyszła do mnie jakaś nabuzowana, mam nadzieję, że to nie moja wina.

 - Nie to nie przez Ciebie, jestem zła - ach znowu to robi. Ja jeszcze nie zadałam pytania, a już mam odpowiedź. - Po prostu mamy dzisiaj podzielone boisko.

- Jak to z kim? - zapytałam

- Z cudownymi, jedynymi w swoim rodzaju, najlepszymi...z piłkarzami naszej kochanej reprezentacji - powiedziała z kpiną i sarkazmem w jednym.

- No, ale mieliśmy mieć boisko tylko dla siebie, przecież tak to załatwiliśmy.

 - Wiem, ale przed treningiem zadzwoniła do mnie jakaś kobieta i powiedziała, że albo mamy próbę jak oni mają trening, albo w ogóle. Więc nie było wyjścia.

- Świetnie. Przebywać na jednym boisku z wielką narodową pomyłką, zaszczyt. Musimy uważać, żeby ich pech nie, albo brak umiejętności czasami nie przeszedł na nas.

 Śmiejąc się weszłyśmy do szatni, gdzie szybko się przebrałam. Na płycie boiska przywitałyśmy się z resztą drużyny. Dziś planowałyśmy poćwiczyć układ specjalny, na najbliższe zawody. Więc szybko się rozgrzałyśmy. Dobre humory nas nie opuszczały, wręcz przeciwnie śmiałyśmy się jak trener reprezentacji Polski darł się na swoich zawodników. kilka razy, któryś z piłkarzyków podchodził do nas z prośbą o przyciszenie muzyki, bo ich to rozpraszało, niestety ich prośba nigdy nie została spełniona. Na koniec układu jesteśmy z Agnieszką na górze swoich piramid, zawsze najbardziej lubiłam tę część. Został nam tylko złapać się na ręce i bezpiecznie zeskoczyć. Zawsze na dole łapał nas któryś z chłopaków. Niestety dzisiaj się nam nie do końca udało. Nagle cała wieża składająca się z kilkunastu tancerek zaczęła powoli upadać. Na początku nie wiedziałam co się dzieje, słyszałam tylko krzyki i w pewnym momencie leżałam już na ziemi. Okazało się, że to nie brak umiejętności lub siły drużyny spowodował nasz upadek tylko, jakiś debil trafił w podstawę piramidy piłką i reszka zawaliła się jak domek z kart. Po upadku na ziemi poczułam silny ból prawej ręki, patrząc na Agę zauważyłam, że trzyma się za kolano, a łzy ciekną jej po policzkach. Wszyscy nas okrążyli, ktoś pomógł mi wstać.

- Kto to zrobił?- spytałam trzymając się za rękę

Z tłumu który nas okrążył wyszedł Piszczek, a zaraz za nim Błaszczykowski.

- Zabije, zabije was! - rzuciłam się na nich, ale za wczas ktoś mnie odciągnął. Nawet z jedną sprawną ręką dałabym sobie z nimi rade.

 - Przepraszam nie wiedziałem, że piłka w was trafi. Swoją drogą mogłyście przyciszyć tą muzykę... - powiedział skruszony Błaszczykowski

- To gdzie ty kurwa masz oczy, że nie widziałeś? - uuu Aga jest wściekła, bo tylko w takim stanie przeklina.

- Serio przepraszamy to w sumie też moja wina, bo źle Kubie podałem.

- Nie interesuje mnie to Piszczek - warknęłam - Możesz mnie puścić? - Zwróciłam się do Wasilewskiego, który trzymał mnie od próby ataku.

 Tak znam ich imiona i nazwiska, bo lubię piłkę nożną, ale nie w wykonaniu ich jako reprezentacji...O Boże nigdy.

- Dawid zawieziesz nas do szpitala? Bo obawiam się, że bez tego się nie obejdzie - powiedziała Aga zwracając się do kolegi ze składu

- Jasne

- Ja was zawiozę, w końcu to moja wina

- Jeb się Błaszczykowski - pokazałam mu środkowego palca i poszłam za Dawidem, który niósł Age.

 W szpitalu okazało się, że mam złamaną rękę świetnie... Agnieszka miała gorzej, bo w kolanie zerwały jej się więzadła i czekały ją 3 miesiące w gipsie, a następnie rehabilitacja. Nie wiadomo kiedy znowu wróci z nami na boisko i będzie mogła dopingować z nami drużynę futbolową swojego brata.

Biedna...
 



Cześć misiaczki! Mamy już jednego czytelnika wow jesteśmy bardzo zadowolone z tego powodu. Ja (Paulina) napisałam ten rozdział, a Aga go przepisała i zostawiła w roboczych przy okazji podopisywała kilka rzeczy. Rozdziały prawdopodobnie będą pojawiały się co piątek bądź sobotę, ale to też będzie zależało od testów i lekcji w szkole. Musze już kończyć bo mój chrześniak nie pozwala mi pisać. Do następnego <3


                                                                                                  Paulina.

                                                                                               Agnieszka.