piątek, 7 marca 2014

Rozdział 2


                                                          ***Agnieszka*** 


Gdy lekarze usztywnili mi nogę, czułam się trochę lepiej. Zawsze to coś, później przewieźli mnie na sale gdzie siedziała już moja nadąsana i smutna przyjaciółka. Miała całą prawą rękę w gipsie...
- Nieźle nas załatwili, nie? A mówiłaś coś o przejściu ich pecha na nas - zagadnęłam do niej.
- Weź mi nawet nie mów... Jak my weźmiemy udział w mistrzostwach? Jak my będziemy dopingować Pawła? - zdecydowanie najbardziej martwiła się z tego drugiego powodu.
Już otwierałam usta, żeby jej odpowiedzieć gdy rozległo się pukanie do drzwi. Zdziwiona spojrzałam na Paulinę, która widząc mój pytający wzrok wzruszyła ramionami sygnalizując mi tym samym, że nie ma pojęcia kto to może być. Chwilę później do sali weszli dwaj mężczyźni ich twarze zasłonięte były ogromnymi bukietami kwiatów. Po zobaczeniu dołu ubrania naszych gości już wiedziałam kto to jest i sądząc po minie mojej przyjaciółki ona także. I żadnej z nas to się szczególnie nie spodobało.
- Czego wy tu jeszcze kurwa chcecie? - warknęłam.
- Chcieliśmy przeprosić. Głupio nam z powodu tego wypadku.
- I powinno, a teraz możecie już iść bo my nie chcemy waszych przeprosin. Szczerze mam was teraz ochotę zabić - usłyszałam głos Pauliny.
- Właśnie więc papa Krystian i Lucjan - dopowiedziałam, a moja przyjaciółka wybuchnęła śmiechem. Co ja takiego powiedziałam?
- Nie, nie my jesteśmy Kuba i Łukasz - tłumaczył jeden z nich. Taki wysoki, zgrabny blondynek. Gdyby nie te okoliczności to nawet był by w mojej grupie przystojniaków.
- No, a co ja powiedziałam?
- Co to za pogrzebowe chabrezie? - och Paulina jest mistrzynią zmieniania tematu, jej wzrok sprawił, że się speszyli i chyba nie wiedzieli co odpowiedzieć. Dziwi mnie fakt, że jak na kogoś kto kocha piłkę nożną. Zachowuje się całkiem normalnie, no oczywiście odpowiednio do tej sytuacji. Do tej pory często zastanawiam się czym ludzie się tak ekscytują... 22 debili biega za piłką, a oni się tak podniecają. Rozumiem oglądać futbol amerykański no, ale piłka nożna?
- Ee... Nie wiedzieliśmy jakie lubicie kwiaty, więc wzięliśmy wszystkie. Chcieliśmy was jeszcze bardzo was przeprosić - wydusił z siebie niższy blondynek. O mamuniu czy oni też są tacy głupi jak te stereotypowe blondynki? Na to wygląda... 
- Mirek posłuchaj weź kolegę czy przyjaciela... Nie ważne i idźcie już stąd dopóki jestem jeszcze spokojna, a to się zaraz zmieni. Samo patrzenie sprawia, że mam was ochotę zabić. Pozbawiliście nas szansy wystartowania w mistrzostwach... Serio dziękujemy... A teraz już idźcie, zróbcie chociaż to, błagam. - powiedziałam kichając i znowu rozbawiłam Paulinę. Co ja znowu takiego powiedziałam bądź zrobiłam? 
I czemu ci dwaj debile położyli te "kwiaty" na stoliku obok mojego łóżka. Nie chciałam się już z nimi kłócić bo nigdy by nie wyszli, a ku mojej uldze szybko opuścili moją sale. Nagle poczułam pieczenie na twarzy i w gardle. Miałam kłopot z nabraniem cennego powietrza. Paula patrzyła na mnie z przerażeniem w oczach i szybko wybiegła na korytarz krzycząc, a raczej drąc się "Pomocy! Lekarza!". Przyniosło to oczekiwane skutki, ponieważ w przeciągu minuty do sali biegła się połowa personelu, jak nie więcej. Pielęgniarka założyła mi maskę z tlenem, a lekarz spytał czy mam na coś alergię.
- Na trawę, pyłki i frezje - usłyszałam szybką odpowiedź z ust przyjaciółki.
Jak ona dobrze mnie zna...
- Dziwne - wymruczał sprawdzając kwiaty. Wszystko stało się jasne jak z jednego bukietu wyjął kilka gałązek frezji. - Siostro proszę podać zastrzyk przeciw alergiczny, a ty - zwrócił się do Pauliny - pomożesz mi wynieść te kwiaty.
Ciekawe widowisko było widząc jak siłuje się z jednym z bukietów, aż w końcu dosłownie wykopała go na zewnątrz. No siłę w nogach to ona ma niezłą. 
Czułam się już o niebo lepiej jak przemiła pielęgniarka ściągnęła mi maskę i mogłam oddychać samodzielnie.
- I co chyba jednak planowali kolejny zamach - usłyszałam od strony drzwi, nie musiałam odwracać głowy, żeby wiedzieć kto to.
- Tak chyba tak. Teraz już naprawdę mam ich ochotę zabić, dziękuje, że w tak piękny sposób pozbyłaś się tego czegoś zwanego kwiatami.
- Ja też mam na tą ochotę, uwierz mi. Cała przyjemność po mojej stronie.
- Paulinko moja kochana jedyna w swoim rodzaju przyjaciółko (pisała Paulina, bardzo skromna zresztą) zrobisz coś dla mnie?
Zamruczała tylko w odpowiedzi.
- Przyniesiesz mi laptopa? Proszę bo chcą mnie zostawić na obserwacji, a przecież się tu zanudzę.
- Gdyby nie ten gips to wiesz jaka była by odpowiedź? - zapytała szczerząc się do mnie niemiłosiernie.
- Znając ciebie to : "Pocałuj mnie w cztery litery", ale i tak byś go w końcu przyniosła, tak bardzo cię kocham - powiedziałam przesyłając jej buziaka.
- Jak ty mnie dobrze znasz. Za pół godziny jestem z powrotem, więc nie podrywaj żadnego lekarza, pielęgniarki, pielęgniarza ani sprzątaczki. - wyliczała na palcach - Zrozumiałaś?
- Głupia - wyszeptałam gdy nie było jej już w mojej sali. Co ja bym zrobiła jak by jej nie było? Nawet nie chce o tym myśleć. Rzeczywiście niedługo po wyjściu wróciła ponownie tym razem z różnymi rzeczami: z laptopem, piżamką, kapciami, mp4 i cieplutkim jedzonkiem... No i jak tu jej nie kochać?
- Dziękuję - powiedziałam przytulając ją do siebie.
- No weź bo mnie udusisz.
Wycałowałam ją jeszcze w policzki i kazałam iść do domu. Wyglądała po prostu okropnie. Jeszcze ten gips... Nasza walka słowna trwała chwilę, ale nikt nie mówił, że z Pauliną będzie łatwo. Na szczęście w końcu uległa. Jedynie czego mi jeszcze brakowało to, żeby i ona została w szpitalu na obserwacji. Kilka minut po jej wyjściu dostałam od braciszka sms'a z prośbą o wejście na Skype. I właśnie dlatego chciałam mieć przy sobie laptopa.
- Jak tam siostrzyczko? - zobaczyłam przez monitor jego ogromny uśmiech.
- W porządku, właśnie odpoczywam... W szpitalu
- Jak to? Co się stało? - zobaczyłam, że się zaniepokoił. Machnęłam tylko ręką.
- Paulina ma rękę w gipsie i martwi się, że nie będzie miała jak cię dopingować - powiedziałam wystawiając mu język. W zamian zobaczyłam urocze rumieńce wpływające na twarz mojego braciszka. Serio... Czy on się właśnie zarumienił?
- Teraz już musisz mi powiedzieć co wam się stało
- Właśnie spowiadaj się młoda - usłyszałam jak i zresztą zauważyłam machającego do mnie przyjaciela Pawła.
- Och nie myślałam, że będziemy sami bo ty jesteś przyzwyczajony do mnie w piżamie i bez makijażu. Grr cioto nienawidzę cię - jęknęłam i dzielnie udawałam naburmuszoną.
- Chłopcy też chcieli z tobą pogadać - wzruszył przepraszająco ramionami i odwrócił kamerkę. Idealnie widziałam teraz połowę składu Gians Wrocław, po jakiego on ich tam tylu zapraszał? Wszyscy zaczęli mi machać i uśmiechać do mnie. Byłam w szoku, nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Szybko zasłoniłam ręką kamerkę co spotkało się z oburzeniem wszystkich zebranych w mieszkaniu mojego brata.
- Cześć Agnieszka! Pokaż nam się! Czemu zasłoniłaś ręką kamerkę? Co nic nie mówisz? Kiedy nas odwiedzisz? Czemu jesteś w szpitalu? - przekrzykiwali się jeden przez drugiego. 
- Spokojnie! Jak mam wam odpowiedzieć na te pytania jak się tak drzecie? - te słowa zadziałały momentalnie, odsłoniłam kamerkę i zaczęłam dalej mówić - Pierwsze pytanie bo tak mi się podoba. Drugie właśnie mówię więc nie wiem o co chodzi. Trzecie może jak mi ściągną gips z nogi. Czwarte jestem w szpitalu bo mnie i Paulinę załatwiło dwóch z narodowej porażki. Ćwiczyliśmy ciężki układ, stałyśmy we dwie na górze piramid gdy w nie trafiła piłka i rozsypaliśmy się jak domek z kart - powiedziałam ciężko wzdychając.
- A na moje pytanie to już nie łaska odpowiedzieć - usłyszałam oburzony głos Pawła.
- Ech, moja kochana Błaszczykiewiczówna ma złamaną prawą rękę w łokciu, a ja zerwane więzadła w prawej nodze - zauważyłam, że wszyscy skrzywili się niemiło. Może wyobrażali sobie ten cały ból? W końcu są sportowcami, a w ich sporcie często zdarzają się różne ciężkie kontuzje.
Dalsza część naszej rozmowy już znacznie bardziej mi się podobała. Chłopaki się wygłupiali co znacznie poprawiło mi kiepski humor. Na koniec pożegnałam się z tymi debilami po czym rozłączyłam się. Wyłączyłam laptopa później kładąc go na tym samym stoliku co wcześniej stały nieszczęsne kwiaty. Szybko jeszcze napiłam się wody i zapadłam w głęboki sen.





Cześć wszystkim! Z kolejnym rozdziałem niestety się spóźniłyśmy, ale taki ciężki tydzień w szkole mamy obydwie. Ja w zasadzie już miałam, a u Agi trwa ;) Trzymam za nią kciuki. Nie wiem co tu jeszcze napisać... Mam nadzieję, że będziecie śledzić dalsze losy bohaterów. Kochamy was!



                                                                                                          Paulina
                                                                                                        Agnieszka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz