***Paulina***
Obudziłam się bo było mi strasznie gorąco. Pewnie dlatego, że Marco przerzucił sobie przeze mnie swoją rękę i nogę. Delikatnie tak by go nie obudzić obróciłam się w jego stronę. Widok śpiącego chłopaka sprawił, że na moją twarz wkradł się niekontrolowany uśmiech. Opuszkami palców pogładziłam Reusa po twarzy by przekonać się, że to nie wytwór mojej wyobraźni. Po zerknięciu na zegarek koło łóżka, przeraziłam się. Marco za godzinę ma trening, więc chcąc nie chcąc muszę go obudzić. Cmoknęłam go w usta i pochyliłam się nad nim.
- Marco, wstawaj - wyszeptałam wprost do jego ucha.
Chłopak uśmiechnął się pod nosem, ale posłusznie otworzył powieki.
- Takie pobudki to ja mogę mieć codziennie, wiesz?
Zaśmiałam się cicho na te słowa.
- Zaraz masz trening - powiedziałam szybko, gdy zaczął przybliżać swoją twarz.
Wzruszył jedynie ramionami i złączył nasze usta ze sobą. O mamo, po moim ciele znowu przeszły przyjemne dreszcze, które towarzyszą każdemu dotykowi niemieckiego piłkarza. Stopniowo pogłębialiśmy pocałunek. Ręce chłopaka w magiczny sposób znalazły się pod moją koszulką. Aż nagle bez żadnej zapowiedzi do pokoju wpadł nie kto inny jak Błaszczu.
- Ej, nie chce zostać wujkiem! - wydarł się na cały dom.
Speszeni szybko się od siebie odsunęliśmy. No, zero prywatności. Popatrzyłam w stronę drzwi, gdzie stał wyszczerzony kapitan jednej wielkiej porażki narodowej. Miałam ochotę go zabić, znowu.
- Co chcesz? - warknęłam.
- Za 30 minut jedziemy na stadion. Szykujcie się bo się nie wyrobicie. Marco jakieś twoje ubrania zostały tu jak byłeś ostatnim razem, pewnie są tam gdzie zawsze. Po drodze podjedziemy po twoją torbę - już chciał wychodzić, ale widząc brak naszej reakcji zawrócił - Ja wiem, że z chęcią porobilibyście jakieś fajne rzeczy, ale przyjemności później teraz trening. Więc ruszajcie te swoje ciężkie tyłki i się szykujcie, ja przez was nie zamierzam biegać karniaków - dodał i wyszedł.
Jakoś wstałam z łóżka. Okazało się, że w tym pokoju zawsze zostawał Marco, wziął sobie jakieś ciuchy z szafy, których wcześniej nie zauważyłam i poszedł do innej łazienki, żeby się ogarnąć. Wzięłam z szafy pierwsze lepsze ubrania i poszłam do łazienki w pokoju. Po porannej bardzo krótkiej toalecie wyszłam w pełni gotowa, zeszłam na dół gdzie byli już wszyscy. Przywitałam się z Agatą i Oliwką, a z talerza Kuby podwędziłam kanapkę. Co mu się nie spodobało, ale przecież przejmowała się nim nie będę. Siadłam sobie koło Marco.
- Ciocia śuper kośulka - na ziemie sprowadziła mnie młodsza Błaszczykowska.
Teraz dopiero przyjrzałam się swojemu strojowi i wszystko stało się jasne. Krótkie jasne dżinsowe spodenki, meczowa koszulka BVB i żółte krótkie conversy.
- Nie mówiłaś, że lubisz Matsa - pytająco spojrzałam na Kubę - no masz jego koszulkę na sobie - wyjaśnił, a ja uderzyłam się w głowę.
- Uwierzycie, że nawet nie wiedziałam co zakładam? A ta koszulka to dłuższa historia.
- A moją koszulkę też masz?
- Nie Marco nie mam, ale spokojnie będąc tutaj sobie taką kupie i liczę na specjalną dedykacje - uśmiechnęłam się do niego pięknie - Wiecie jak ciężko kupić meczowe koszulki piłkarskie w Polsce? - zwróciłam się do Błaszczykowskich, na co kiwnęli twierdząco głowami co swoją drogą komicznie wyglądało - Tylko przez internet, a skąd mam mieć pewność, że mnie nie oszukają? Tą koszulkę mi jako prezent dał brat Agnieszki.
Jeszcze raz dzisiejszego dnia popatrzyłam na zegarek.
- Chłopaki, a my nie powinniśmy już jechać?
No i zapanował chaos... Szybko wpakowaliśmy się do samochodu Kuby, który prowadził jak wariat. Najpierw jak było mówione pojechaliśmy do domu Marco, chłopak wziął szybko torbę i jechaliśmy w stronę Iduny. Na parkingu stało już sporo samochodów, Błaszczu znalazł pierwsze lepsze miejsce i pobiegliśmy w stronę szatni gdzie zniknęli moi towarzysze. Ja sama stałam przed, ale po chwili znudziło mi się czekanie na te panienki więc poszłam w stronę murawy. Tam o dziwo jeszcze nikogo nie było, ale to lepiej dla mnie. Wdrapałam się na trybuny i rozglądałam dookoła. Po chwili na boisku pojawili się piłkarze, a za nimi trener. Patrzyłam na nich jak zaczarowana. No bo do tej pory widziałam ich w telewizji, a teraz? Oj, Błaszczykowski i Piszczek kocham was.
- Paulina! Chodź tu! - Kuba zaczął wydzierać swoją japę. Dobra, nad miłością do niego się jeszcze zastanowię. Westchnęłam ciężko i zeszłam na murawę.
- Ty Mats zobacz jaką masz fankę - powiedział Roman szeptem do chłopaka.
- No fajna jest - zobaczyłam jak po tych słowach w Marco się zagotowało, uśmiechnęłam się do niego i puściłam oczko.
Zapoznałam się z całą drużyną, przy Matsie zaczęłam się śmiać.
- A więc jestem twoim ulubionym w BVB? - spytał uwodzicielsko? Nie wiem, ale wiem, że to jeszcze bardziej rozzłościło Reusa.
- Po pierwsze nie zaczyna się zdania od 'a więc'. Po drugie, nie, nie jesteś, ale za to mój przyjaciel cie lubi , a to on mi sprawił tą koszulkę dla jaj oczywiście. A założyłam ją przez przypadek. Po trzecie ja najbardziej lubię... Waszego trenera - uśmiechnęłam się w stronę Jurgena i zostawiłam zgaszonego Matsa co się spodobało pewnemu zazdrosnemu chłopakowi.
- Ha ona lubi mnie, a nie was! Dziewczyno kocham cię - trener zaczął się z nich śmiać. Przybiłam sobie z nim "piątkę" i już miałam towarzystwo na cały trening. Gdy kończył się jakiś temat, znajdywał się kolejny i tak w kółko. Klopp to fajny i zabawny gość, który zabronił mi mówić do niego per pan bo "czuje się jak dziadek". Opowiedział mi kilka przypałów swoich podopiecznych i śmieszne anegdoty z nimi związane. Chłopaki biegali z naburmuszonymi minami, a my śmialiśmy się na całe boisko.
- Mam jedno pytanie, jak ty z nimi wytrzymujesz?
- Jest ciężko nie zaprzeczam. Zwłaszcza jak im się włącza tryb "żartownisie", ale jakoś sobie z nimi daje radę.
- Taak Kuba boi się karnych kółek - zbijałam się z mojego rodaka.
- Jakby się tyle nie spóźniał to by ich nie biegał. Teraz ja mam pytanie - dałam znak, że słucham - Ty i Marco to coś więcej? - och nie spodziewałam się.
- Umm, chyba tak, ale skąd to wiesz?
- Ciągle zerka w tą stronę, a ja mu się chyba nie podobam. Patrz - obrócił mnie w drugą stronę i rzeczywiście Reus patrzył w naszą stronę, a gdy zorientował się, że to widzę uśmiechnął się pięknie.
Wysłałam mu buziaka i wróciłam do rozmowy z Jurgenem.
Wkrótce trening się skończył, pożegnałam się z Kloppem i poszłam do samochodu bo Kuba dał mi kluczyki. Nie mogłam tak bezczynnie stać wiedząc, że mogę sobie po parkingu pojeździć. Panienki szykowały się w szatni, a ja zdarzyłam się już dobrze oswoić z samochodem. Włączyłam radio na całą parę jednak zaraz je wyłączyłam bo niemiecka muzyka w takich ilościach to zdecydowanie nie dla mnie. Przeszukałam schowek Błaszcza i znalazłam tam bardzo interesująca płytę mianowicie album "Midnight Memories" One Direction, nie zastanawiając się długo włożyłam ją do odtwarzacza. I teraz mogłam słuchać muzyki na całą parę. Drzwi od strony kierowcy były otwarte na oścież bo musiałam sobie jakoś nogi oprzeć. Ze stadionu powoli zaczęli wybywać piłkarze, którzy się ze mnie śmiali, ale jak im załatwię karne kółeczka to im się ode chce. Zapomniałam, że Agnieszka też była obecna. Szukała właśnie wzrokiem samochodu Piszczka jak mniemam, ale jej wzrok trafił na mnie. Zaczęła się ze mnie śmiać, chyba nie pamiętając naszej kłótni. Zawsze tak miałyśmy, że na siebie nie potrafiłyśmy się długo gniewać. Pomachałam do niej wesoło i zaczęłam śpiewać piosenkę "You and I", która była ulubioną Agi z tego albumu. Na szczęście na parkingu byłyśmy tylko my i ochroniarze, ale akurat nimi się nie przejmowałam. Przestałam dawać koncert gdy z szatni wyłoniły się trzy postacie : Kuba, Marco i Łukasz. Jak tylko zobaczyli jak siedzę i czego słucham dostali ataku głupawki.
- Zapamiętać karniaki dla panów.Oj Jurgen chyba bardziej mnie polubi jak karze mu dać wam taki wycisk, że się wam wszystkiego odechce - wyszczerzyłam się w ich stronę - a właśnie Błaszczu świetny gust muzyczny, boje się co jeszcze znajdę w twoim schowku. Mam nadzieje, że nie Biebera - wystawiłam język w ich stronę.
Pokazałam w stronę Agnieszki, że się zdzwonimy, a ona akurat robiła ten sam gest. Więc dostałyśmy ataku śmiechu. Chłopaki zrobili jednakowe miny o treści "Idiotki". Kubuś pozwolił mi prowadzić do domu co prawda musiał mi mówić jak mam jechać bo nie zapamiętałam. Marco jechał z nami bo zostawił tam swój samochód. Szczęśliwa zajechałam na podjazd domu Błaszczykowskich. Odprowadziłam Niemca do jego pojazdu. Objął mnie w pasie i czule pocałował. Chyba zacznę się do tego przyzwyczajać.
- Porywam cię wieczorem, bądź gotowa na 20 - powiedział patrząc mi w oczy, jeszcze raz szybko mnie pocałował i wsiadł do samochodu.
Pomachałam mu i zamknęłam bramę gdy wyjechał z posiadłości. Ciekawa jestem co zaplanował.
Hej, hej ;D Nudze się więc dodaje i tak nikt tego nie czyta także tego.... Do następnego? Może...
Paulina ;)

Witam!
OdpowiedzUsuńzapraszam serdecznie na kolejny rozdział do siebie :)
Pozdrawiam,
Ruda! :)
zapraszam na kolejny rozdział do siebie ;)
OdpowiedzUsuńhttp://with-benefits.blogspot.com
Pozdrawiam,
Ruda :)