czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 6

                                                             ***Paulina***

Obudziłam się bo było mi strasznie gorąco. Pewnie dlatego, że Marco przerzucił sobie przeze mnie swoją rękę i nogę. Delikatnie tak by go nie obudzić obróciłam się w jego stronę. Widok śpiącego chłopaka sprawił, że na moją twarz wkradł się niekontrolowany uśmiech. Opuszkami palców pogładziłam Reusa po twarzy by przekonać się, że to nie wytwór mojej wyobraźni. Po zerknięciu na zegarek koło łóżka, przeraziłam się. Marco za godzinę ma trening, więc chcąc nie chcąc muszę go obudzić. Cmoknęłam go w usta i pochyliłam się nad nim.
- Marco, wstawaj - wyszeptałam wprost do jego ucha.
Chłopak uśmiechnął się pod nosem, ale posłusznie otworzył powieki.
- Takie pobudki to ja mogę mieć codziennie, wiesz?
Zaśmiałam się cicho na te słowa.
- Zaraz masz trening - powiedziałam szybko, gdy zaczął przybliżać swoją twarz.
Wzruszył jedynie ramionami i złączył nasze usta ze sobą. O mamo, po moim ciele znowu przeszły przyjemne dreszcze, które towarzyszą każdemu dotykowi niemieckiego piłkarza. Stopniowo pogłębialiśmy pocałunek. Ręce chłopaka w magiczny sposób znalazły się pod moją koszulką. Aż nagle bez żadnej zapowiedzi do pokoju wpadł nie kto inny jak Błaszczu.
- Ej, nie chce zostać wujkiem! - wydarł się na cały dom.
Speszeni szybko się od siebie odsunęliśmy. No, zero prywatności. Popatrzyłam w stronę drzwi, gdzie stał wyszczerzony kapitan jednej wielkiej porażki narodowej. Miałam ochotę go zabić, znowu.
- Co chcesz? - warknęłam.
- Za 30 minut jedziemy na stadion. Szykujcie się bo się nie wyrobicie. Marco jakieś twoje ubrania zostały tu jak byłeś ostatnim razem, pewnie są tam gdzie zawsze. Po drodze podjedziemy po twoją torbę - już chciał wychodzić, ale widząc brak naszej reakcji zawrócił - Ja wiem, że z chęcią porobilibyście jakieś fajne rzeczy, ale przyjemności później teraz trening. Więc ruszajcie te swoje ciężkie tyłki i się szykujcie, ja przez was nie zamierzam biegać karniaków - dodał i wyszedł.
Jakoś wstałam z łóżka. Okazało się, że w tym pokoju zawsze zostawał Marco, wziął sobie jakieś ciuchy z szafy, których wcześniej nie zauważyłam i poszedł do innej łazienki, żeby się ogarnąć. Wzięłam z szafy pierwsze lepsze ubrania i poszłam do łazienki w pokoju. Po porannej bardzo krótkiej toalecie wyszłam w pełni gotowa, zeszłam na dół gdzie byli już wszyscy. Przywitałam się z Agatą i Oliwką, a z talerza Kuby podwędziłam kanapkę. Co mu się nie spodobało, ale przecież przejmowała się nim nie będę. Siadłam sobie koło Marco.
- Ciocia śuper kośulka - na ziemie sprowadziła mnie młodsza Błaszczykowska.
Teraz dopiero przyjrzałam się swojemu strojowi i wszystko stało się jasne. Krótkie jasne dżinsowe spodenki, meczowa koszulka BVB i żółte krótkie conversy.
- Nie mówiłaś, że lubisz Matsa - pytająco spojrzałam na Kubę - no masz jego koszulkę na sobie - wyjaśnił, a ja uderzyłam się w głowę.
- Uwierzycie, że nawet nie wiedziałam co zakładam? A ta koszulka to dłuższa historia.
- A moją koszulkę też masz?
- Nie Marco nie mam, ale spokojnie będąc tutaj sobie taką kupie i liczę na specjalną dedykacje - uśmiechnęłam się do niego pięknie - Wiecie jak ciężko kupić meczowe koszulki piłkarskie w Polsce? - zwróciłam się do Błaszczykowskich, na co kiwnęli twierdząco głowami co swoją drogą komicznie wyglądało - Tylko przez internet, a skąd mam mieć pewność, że mnie nie oszukają? Tą koszulkę mi jako prezent dał brat Agnieszki.
Jeszcze raz dzisiejszego dnia popatrzyłam na zegarek.
- Chłopaki, a my nie powinniśmy już jechać?
No i zapanował chaos... Szybko wpakowaliśmy się do samochodu Kuby, który prowadził jak wariat. Najpierw jak było mówione pojechaliśmy do domu Marco, chłopak wziął szybko torbę i jechaliśmy w stronę Iduny. Na parkingu stało już sporo samochodów, Błaszczu znalazł pierwsze lepsze miejsce i pobiegliśmy w stronę szatni gdzie zniknęli moi towarzysze. Ja sama stałam przed, ale po chwili znudziło mi się czekanie na te panienki więc poszłam w stronę murawy. Tam o dziwo jeszcze nikogo nie było, ale to lepiej dla mnie. Wdrapałam się na trybuny i rozglądałam dookoła. Po chwili na boisku pojawili się piłkarze, a za nimi trener. Patrzyłam na nich jak zaczarowana. No bo do tej pory widziałam ich w telewizji, a teraz? Oj, Błaszczykowski i Piszczek kocham was.
- Paulina! Chodź tu! - Kuba zaczął wydzierać swoją japę. Dobra, nad miłością do niego się jeszcze zastanowię. Westchnęłam ciężko i zeszłam na murawę.
- Ty Mats zobacz jaką masz fankę - powiedział Roman szeptem do chłopaka.
- No fajna jest - zobaczyłam jak po tych słowach w Marco się zagotowało, uśmiechnęłam się do niego i puściłam oczko.
Zapoznałam się z całą drużyną, przy Matsie zaczęłam się śmiać.
- A więc jestem twoim ulubionym w BVB? - spytał uwodzicielsko? Nie wiem, ale wiem, że to jeszcze bardziej rozzłościło Reusa.
- Po pierwsze nie zaczyna się zdania od 'a więc'. Po drugie, nie, nie jesteś, ale za to mój przyjaciel cie lubi , a to on mi sprawił tą koszulkę dla jaj oczywiście. A założyłam ją przez przypadek. Po trzecie ja najbardziej lubię... Waszego trenera - uśmiechnęłam się w stronę Jurgena i zostawiłam zgaszonego Matsa co się spodobało pewnemu zazdrosnemu chłopakowi.
- Ha ona lubi mnie, a nie was! Dziewczyno kocham cię - trener zaczął się z nich śmiać. Przybiłam sobie z nim "piątkę" i już miałam towarzystwo na cały trening. Gdy kończył się jakiś temat, znajdywał się kolejny i tak w kółko. Klopp to fajny i zabawny gość, który zabronił mi mówić do niego per pan bo "czuje się jak dziadek". Opowiedział mi kilka przypałów swoich podopiecznych i śmieszne anegdoty z nimi związane. Chłopaki biegali z naburmuszonymi minami, a my śmialiśmy się na całe boisko.
- Mam jedno pytanie, jak ty z nimi wytrzymujesz?
- Jest ciężko nie zaprzeczam. Zwłaszcza jak im się włącza tryb "żartownisie", ale jakoś sobie z nimi daje radę.
- Taak Kuba boi się karnych kółek - zbijałam się z mojego rodaka.
- Jakby się tyle nie spóźniał to by ich nie biegał. Teraz ja mam pytanie - dałam znak, że słucham - Ty i Marco to coś więcej? - och nie spodziewałam się.
- Umm, chyba tak, ale skąd to wiesz?
- Ciągle zerka w tą stronę, a ja mu się chyba nie podobam. Patrz - obrócił mnie w drugą stronę i rzeczywiście Reus patrzył w naszą stronę, a gdy zorientował się, że to widzę uśmiechnął się pięknie.
Wysłałam mu buziaka i wróciłam do rozmowy z Jurgenem.

Wkrótce trening się skończył, pożegnałam się z Kloppem i poszłam do samochodu bo Kuba dał mi kluczyki. Nie mogłam tak bezczynnie stać wiedząc, że mogę sobie po parkingu pojeździć. Panienki szykowały się w szatni, a ja zdarzyłam się już dobrze oswoić z samochodem. Włączyłam radio na całą parę jednak zaraz je wyłączyłam bo niemiecka muzyka w takich ilościach to zdecydowanie nie dla mnie. Przeszukałam schowek Błaszcza i znalazłam tam bardzo interesująca płytę mianowicie album "Midnight Memories" One Direction, nie zastanawiając się długo włożyłam ją do odtwarzacza. I teraz mogłam słuchać muzyki na całą parę. Drzwi od strony kierowcy były otwarte na oścież bo musiałam sobie jakoś nogi oprzeć. Ze stadionu powoli zaczęli wybywać piłkarze, którzy się ze mnie śmiali, ale jak im załatwię karne kółeczka to im się ode chce. Zapomniałam, że Agnieszka też była obecna. Szukała właśnie wzrokiem samochodu Piszczka jak mniemam, ale jej wzrok trafił na mnie. Zaczęła się ze mnie śmiać, chyba nie pamiętając naszej kłótni. Zawsze tak miałyśmy, że na siebie nie potrafiłyśmy się długo gniewać. Pomachałam do niej wesoło i zaczęłam śpiewać piosenkę "You and I", która była ulubioną Agi z tego albumu. Na szczęście na parkingu byłyśmy tylko my i ochroniarze, ale akurat nimi się nie przejmowałam. Przestałam dawać koncert gdy z szatni wyłoniły się trzy postacie : Kuba, Marco i Łukasz. Jak tylko zobaczyli jak siedzę i czego słucham dostali ataku głupawki.
- Zapamiętać karniaki dla panów.Oj Jurgen chyba bardziej mnie polubi jak karze mu dać wam taki wycisk, że się wam wszystkiego odechce - wyszczerzyłam się w ich stronę - a właśnie Błaszczu świetny gust muzyczny, boje się co jeszcze znajdę w twoim schowku. Mam nadzieje, że nie Biebera - wystawiłam język w ich stronę.
Pokazałam w stronę Agnieszki, że się zdzwonimy, a ona akurat robiła ten sam gest. Więc dostałyśmy ataku śmiechu. Chłopaki zrobili jednakowe miny o treści "Idiotki". Kubuś pozwolił mi prowadzić do domu co prawda musiał mi mówić jak mam jechać bo nie zapamiętałam. Marco jechał z nami bo zostawił tam swój samochód. Szczęśliwa zajechałam na podjazd domu Błaszczykowskich. Odprowadziłam Niemca do jego pojazdu. Objął mnie w pasie i czule pocałował. Chyba zacznę się do tego przyzwyczajać.
- Porywam cię wieczorem, bądź gotowa na 20 - powiedział patrząc mi w oczy, jeszcze raz szybko mnie pocałował i wsiadł do samochodu.
Pomachałam mu i zamknęłam bramę gdy wyjechał z posiadłości. Ciekawa jestem co zaplanował.

Hej, hej ;D Nudze się więc dodaje i tak nikt tego nie czyta także tego.... Do następnego? Może...


                                                                                                                                                           Paulina ;)

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 5

                                                              ***Paulina***

Przez całą podróż do Dortmundu dzielnie znosiłam Agnieszkę, a raczej starałam się to robić. Ciągle myślałam o tym jej wybuchu, ale czy to moja wina, że już od dawna podobał mi się Marco? Obejrzałam w telewizji każdy mecz Borussi, żeby popodziwiać styl gry Reusa, ale też jego wygląd. Co jak co, ale jego rodzice to się postarali o cudownego syna. Jak mogła mi zarzucić, że nie poświęcam jej czasu? A to jak robiłam za etatową pielęgniarkę gdy ona miała nogę w gipsie? To jak odmawiałam moim znajomym z roku, którzy chcieli wyjść na wspólne piwo bo wiedziałam, że ona biedna siedzi sama w domu. To co nie liczy się? Patrzyłam ze sztucznym uśmiechem na wygłupy Agi i Łukasza. Tylko Kuba od razu rozgryzł zmianę w moim nastroju.
- Olej to - wyszeptał mi do ucha.


Mój szczery uśmiech pojawił się dopiero wtedy, gdy siedziałam w samochodzie Błaszczykowskich, a oni mi oznajmili, że przez cały pobyt będę u nich.
- No chyba, że będziesz chciała spać u Marco to wiesz nie widzimy problemu - zaśmiała się Agata.
- Ej, ej bez takich mi tu. Jak się mnie chcecie od razu pozbyć to trzeba było mówić - odpowiedziałam z udawanych fochem co jeszcze bardziej wszystkich rozbawiło.
Bujałam w obłokach do czasu, aż zatrzymaliśmy się na podjeździe pięknego domu. Był średniej wielkości, pomalowany na kolor kremowy, który z niebieskimi dachówkami się po prostu idealnie komponował. Wypisz, wymaluj dom Błaszczykowskich, tak sobie go właśnie wcześniej wyobrażałam. Zwróciłam też uwagę na piękny duży ogród. Chyba trafiłam do raju. Wszystko było zadbane, trawa równo skoszona i nawet rosły kwiatki. Co prawda nie wiem jak się one z Błaszczykowskim uchowały, ale ważne, że są. Coś mi się wydaje, że nie pozorna Agatka mocną ręką ustala zasady panujące w tym domu.
- Kwiatki? Z nim? - spytałam wskazując na Kubę - Mój storczyk z nim zdechł - dokończyłam udając płacz.
Oliwka od razu przytuliła się do mojej nogi, a chwile później Agata klepała mnie przyjacielsko po plecach.
- Nie moja wina, że nie przypomniałaś mi o podlewaniu. Skąd mogłem wiedzieć, że to się tak często podlewa? (Robię to co tydzień przez te upały, które panują w Polsce).
Machnęłam ręką na jego tłumaczenia.
- Tata, a zadzwonis po wujka Malko? - usłyszałam głos młodej Błaszczykowskiej, a moje oczy momentalnie się zaświeciły.
- Aniołku, a co chcesz od Marco? Nie wystarczy ci ukochany tatuś? - Kuba udawał płacz, ale mała była nieugięta.
- Nie. Ce wujka Malko!
- Kochanie, myślę, że ciocia Paulina zadzwoni po twojego ukochanego wujka Marco - Agata wyszczerzyła się w moją stronę, a ja spaliłam buraka.
Pod wzrokiem Oliwki posłusznie wyciągnęłam telefon i wybrałam tak dobrze znany mi numer.
- Paulina? Jesteś już na miejscu? U kogo śpisz? Co się nie odzywasz? - usłyszałam jego głos. Jak dobrze, że nauczyłam go poprawnie w języku polskim wypowiadać moje imię.
- No Paulina, Paulina, a któż by inny? Tak jestem już w Dortmundzie i śpię u Kuby. Jak się miałam odzywać jak nie dałeś mi dojść do głosu? Oli ma do ciebie jakąś sprawę i chce żebyś przyjechał.
- W zasadzie to już jadę za 3 minuty będę. Nie mogę się doczekać, aż cię zobaczę.
- Marco jedź powoli. Chce cie w jednym kawałku, zrozumiałeś? - powiedziałam gdy tylko usłyszałam trąbienie jak mniemam innego samochodu.
"Ooo jak słodko" skomentował po cichu Kuba za co zmierzyłam go wzrokiem. Agata za to ciągle się do mnie uśmiechała. Po prostu cudowna kobieta. Jaki pech, że trafił jej się taki niedowalony i niedorozwinięty mąż. Oliwka gdy tylko usłyszała, że za chwile będzie jej wujek niczym torpeda pobiegła do domu, jak twierdziła po coś o co prosił ją wcześniej Marco. Ciekawe co oni wymyślili. My z racji tego, że wciąż staliśmy na zewnątrz powoli udaliśmy się w stronę domu.
- Wow, Aga ty wybierałaś meble? - stanęłam w salonie rozglądając się dookoła.
- Skąd wiedziałaś?
Popatrzyłam na nią wzrokiem "A co Błaszczykowski miałby tak dobry gust?".
- Tak wiem jestem cudowna. Chodź pokaże ci co gdzie jest, a Kuba zaniesie ci walizki do pokoju, prawda kochanie?
Nie czekała jednak na odpowiedź, tylko od razu pociągnęła mnie za rękę najpierw w stronę kuchni, urządzonej w jasnych kolorach, a później na górę do jak mniemam mojego pokoju. Po drodze zapoznała mnie z planem całego domu, przynajmniej się teraz nie zgubie.
- Musze się odświeżyć przed przyjazdem Marco - powiedziałam szybko otwierając pierwszą z brzegu walizkę.
- Tak też właśnie myślałam. Kuba mówił, że to coś poważnego będzie. Spokojnie Paulina ty idź do łazienki, a ja ci ubrania wybiorę.
Jak chciała tak zrobiłam, poszłam do łazienki, którą jak się okazało miałam w pokoju. Wróciłam po zaledwie trzech minutach ubrana jedynie w bieliznę, którą wzięłam sobie wcześniej. Na łóżku leżał fajny komplet, idealnie do mnie pasujący czyli krótkie dżinsowe spodenki, czarna koszulka z logo BVB i czarne krótkie conversy.
- Zdecydowałam, że ta koszulka będzie najlepsza, ale moge dać ci inną - Agata od razu wyłapała na czym zawiesiłam wzrok.
- Nie, mój pierwszy dzień w Dortmundzie więc koniecznie z Borussią - wyszczerzyłam się w odpowiedzi.
Aga parsknęła śmiechem jak się ubierałam.
- Nie śpiesz się tak, Marco ci nie ucieknie - zaczęła się ze mnie zbijać.
Nie moja wina, że jak usłyszałam szumy na dole to się chciałam tam jak najszybciej pojawić i zaplątałam się w koszulkę bo w tym samym czasie ubierałam spodenki. W pełni gotowa złapałam panią Błaszczykowską za rękę i pociągnęłam za sobą w stronę salonu. Na kanapie siedział Marco z Kubą i Oliwką. Gdy tylko pojawiłyśmy się w pomieszczeniu wszyscy zwrócili wzrok w naszą stronę. Reus zerwał się szybko z kanapy, pokonał dzielącą nas odległość i zamknął w żelaznym uścisku.
- Tęskniłem - wyszeptał mi do ucha.
- Wiem, ja też.
Nie wiem ile tak staliśmy, ale chrząknięcie Kuby dało nam znać, że chyba za długo. Niechętnie odsunęłam się od Marco i kolejny raz w ciągu tego dnia popatrzyłam z mordem w oczach na Błaszczykowskiego, który świetnie się bawił.
- Zabije cie - powiedziałam w jego stronę w ojczystym języku.
- I ja też - usłyszałam po niemiecku słowa Marco.
Nawet nie byłam zaskoczona, że zrozumiał co powiedziałam do Kuby, w końcu w BVB gra trójka Polaków...


Przez calutki dzień ani ja ani Marco nie oddalaliśmy się od siebie dalej niż do łazienki. Staraliśmy się nadrobić czas przez, który się nie widzieliśmy. Wieczorem znajdowaliśmy się w moim pokoju. Chłopak rozwalił się na moim łóżku, a ja koło niego. Jednak szybko zmieniłam pozycje i swoją głowę położyłam na klacie Niemca.
- Ja nie rozumiem jak możesz słuchać Biebera.
- A ja nie rozumiem jak możesz słuchać One Direction.
- No, ale Marco Bieber?
- Paulina...
- No dobra, zmieńmy temat.
- O mam pytanie. Jaki jest twój ulubiony piłkarz? - gdy usłyszałam to pytanie miałam ochotę parsknąć śmiechem.
Nie ma to jak z piłkarzem rozmawiać o piłce nożnej.
- Zdecydowanie... - trzymałam go w napięciu - Cristiano Ronaldo - dodałam po chwili wesołym głosem.
- Ej, czemu on? - odpowiedział mi oburzonym głosem.
- No nie wiem, może po prostu patrząc na to jak prowadzi piłkę, jak strzela, jakim jest człowiekiem, co osiąga itd. Znajduje się na miejscu numer 1 na mojej liście.
- A ja jakim jestem numerem?
- A skąd pewność, że w ogóle znajdujesz się na tej liście? - drażniłam się z nim.
- Skarbie - powiedział tak seksownym głosem, że o mało palpitacji serca nie dostałam.
- Ty jesteś wysoko po za skalą oceniania - odpowiedziałam patrząc wprost w jego oczy.
Nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Wulkan uczuć wybuchł, gdy tylko nasze wargi spotkały się ze sobą. Nawet nie wiem kiedy i jak znalazłam się na kolanach Marco. Chłopak pogłębił pocałunek, wtapiając się we mnie. Ręce położyłam na jego ramionach. Po chwili przeczesywałam palcami jego włosy. Rozłączyliśmy nasze wargi, żeby zaczerpnąć powietrza. Oparłam swe czoło o jego.
- Nigdy czegoś takiego nie czułem - powiedział z trudem, nadal patrząc w moje oczy.
- Uwierz mi, że ja też. To co się przed chwilą stało było czymś cudownym... Wyjątkowym... Jedynym w swoim rodzaju....
Uśmiechnęliśmy się do siebie i dalej kontynuowaliśmy rozmowę, nie wiedząc nawet kiedy zasnęliśmy.

Hej ;) W końcu dodaje kolejny rozdział, następny jak ktoś to jeszcze czyta też mam już gotowy więc pojawi się szybciej niż ten :) Nie wiem co tu jeszcze napisać, nie będę się usprawiedliwiać czemu mnie tu długo nie było. Teraz mam nadzieję, że już wróciłam w końcu są wakacje i chwila wolnego :) Do następnego xx


                                                                                                                                           Paulina xx
PS. Od teraz jak pewnie widzicie zostałam sama i rzadko kiedy perspektywa Agnieszki będzie ukazywana. Postaram się kiedyś coś dodać oczami Agi, ale będzie ciężko...
A no i co najważniejsze, proszę o komentarze żeby wiedzieć czy ktoś to jeszcze czyta.