piątek, 14 marca 2014

Rozdział 3

                                                                   ***Paulina***

Po tym jak Agnieszka wyrzuciła mnie ze swojej sali poszłam do domu. Przed pójściem spać wykąpałam się choć z ręką w gipsie było to trudne. Wystarczyło, żeby moja głowa dotknęła poduszki, a sen przyszedł od razu. Śniło mi się, że jednak dałyśmy rade wystartować w mistrzostwach. Obudziłam się z uśmiechem na ustach niestety dość szybko wróciłam do rzeczywistości, przecież to było niemożliwe. Leniwie wstałam i poszłam sobie zrobić najprostsze śniadanie czyli płatki z mlekiem. Potem ubrałam się i poszłam na wykłady. Siedząc już na jednym napisałam sms'a do przyjaciółki o której mam ją odebrać ze szpitala. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Oj chyba jej się nudzi...

                           "Najlepiej od razu po wykładach. Mam nadzieję, że nie zrobiłaś sobie wolnego.
                                              Rozmawiałam wczoraj z Pawłem. xx"
No i tym mnie zaintrygowała.
                                       "Jestem na wykładach, mamusiu... O czym? xx"

                           "O tym, że jesteś głupia ;p Nie no żartuje był ciekawy co nam się stało.
                                  Z nim była połowa składu naszych kochanych Giants <3"
                                                   
                           "Zazdroszczę. Też bym ich chciała w końcu zobaczyć. Tęskni mi
                                     się za nimi. Niedługo pewnie zapomnę jak wyglądają ;c"
                
                         "Może wieczorem nam się uda z nimi pogadać ;) Skup się na wykładzie!"
                          
                           "Jaja sobie ze mnie robisz? Mam patrzeć jak gościu mówi i dłubie
                                     sobie w nosie? Chyba zaraz zwrócę śniadanie..."

Napisałam z odrazą patrząc na mojego profesora, który na serio dłubał sobie palcem w nosie. Uch, okropność. Na szczęście wykłady skończyłam parę minut po 14. Natomiast na moje nieszczęście pan dłubie sobie bo lubię obrzydzać moich słuchaczy kazał nam na następne zajęcia za tydzień napisać wywiad z kimś wyjątkowym. Cudownie... Szybko wyszłam z uczelni od razu kierując się w stronę szpitalu. Nie sprawdzałam dzisiaj kalendarza, ale chyba zapomniałam o jakimś dniu dobroci dla Pauliny. Dziwne, że dzisiaj jakoś każdy chce ze mną koniecznie zamienić kilka słów. Moja droga trochę więc zajęła, ale w końcu udało mi się dotrzeć na sale mojej psiapsiółeczki. Ona już siedziała, a raczej leżała w pełni gotowa, na mój widok mało co z entuzjazmu nie spadła z łóżka czym mnie rozbawiła. Pomogłam jej się jakoś przetransportować do taksówki. W domu natomiast kazałam położyć na kanapie pod chorą kończynę położyłam poduszki, żeby noga była wysoko jak to mówił lekarz. Sama zaś udałam się do kuchni ugotować nam jakiś obiad chociaż z moją niedyspozycją było ciężko, ale w końcu dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Włączyłam muzykę na cały regulator i oddałam się kulinarnemu szaleństwu. Z tego cudownego transu wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
- Czy wy nas śledzicie? Czy może chcecie nas w końcu wykończyć? - zwróciłam się po otworzeniu drzwi do naszych gości, którymi byli... Błaszczykowski i Piszczek.
- Przyjechaliśmy się wami zająć i pomóc we wszystkim w czym będziecie chciały. I nie obchodzi nas wasze zdanie na ten temat, więc z łaski swojej przesuń swój tyłeczek żebyśmy mogli wejść - powiedział pewnym głosem Kuba. Łukasz widząc mój opór wziął mnie za ramiona i dosłownie przeniósł na bok. Byłam w szoku.
- Wiesz jak trudno było przekonać wasz skład by dali nam wasz adres? - dodał Piszczek. Chyba zaniemówiłam. Starałam się coś powiedzieć, ale nie mogłam. Z rezygnacją udałam się do salonu gdzie spotkałam się z pytającym spojrzeniem Agnieszki. Tamci stali spokojnie za mną.
- Aga mamy gości - wydusiłam wreszcie z siebie głosem pozbawionym wszelkiej radości. Poczułam jak któryś szczypie mnie w bok.
- Nie, Paulina, nie. Tylko nie mów, że to ONI, błagam tylko nie to.
Nie zdążyłam odpowiedzieć bo Kuba razem z Łukaszem wyszli zza moich pleców i pobiegli wyściskać moją przyjaciółkę. Boże jakie to są debile. Oczywiście moja ukochana Agusia starała się ich odgonić, ale powiedzmy prawdzie w oczy bez sprawnej nogi mogła niewiele.
- Przepraszamy, przepraszamy nie wiedzieliśmy o twoim uczuleniu. Wybaczysz nam? - spytał Kuba całując ją w policzek. Czy wzruszenie ramion z miną pokerzysty można uznać za odpowiedź?
- Ej a wy czasem nie macie żon? Hmm... Agata Błaszczykowska i Ewa Piszczek. Może je znajdę na facebooku, albo twitterze i powiem, że molestujecie mi przyjaciółkę.
- Wszystko wiedzą i przesyłają pozdrowienia. Życzą też szybkiego powrotu do zdrowia, a nasze kochane potworki kazały was wycałować. Agata na koniec rozmowy dodała jeszcze, że wam współczuje, ale nie rozumiem do czego to miało się odnieść - oj Piszczek, ja chyba wiem. Znacząco spojrzałyśmy na siebie ze Świątkową i jak jeden mąż parsknęłyśmy śmiechem.
- My chyba wiemy dlaczego tak powiedziała. No wiecie spędzać czas w waszym towarzystwie naprawdę jest się czego bać - nabijała się z nich moja przyjaciółka.
- Nie rozumiem po cy wy nam tu, ale ja idę gotować - machnęłam na nich ręką i poszłam w stronę kuchni. Niestety ktoś był ode mnie szybszy i wyprzedził mnie w drzwiach. O nie, nie, nie, nie tylko nie to.
- Co ty robisz w MOJEJ kuchni? - spytałam groźnie patrząc w Piszczusiowe oczy.
- Nie sądziłaś chyba, że pozwolimy ci coś robić z tą ręką? Dzisiaj ja gotuje, a raczej kończę to robić po tobie - stwierdził z podziwem rozglądając się po pomieszczeniu.
- Wiesz chociaż co masz robić?
- W tej kwestii liczę na twoją pomoc szefowo - przyznał drapiąc się w tył głowy.
- Ech niech będzie - westchnęłam. Zaczęłam mu wszystko tłumaczyć jak dziecku, a przecież robienie chińszczyzny nie jest skomplikowane. Muszę przyznać, że coś mu z tego wyszło dało się zjeść i nawet ładnie pachniało. Rozłożyliśmy... No dobra mój kadet rozłożył wszystko na cztery talerze, które mu podałam i poszliśmy do salonu. Kuba właśnie tłumaczył Agnieszczę, że piłka nożna jest lepsza od futbolu amerykańskiego. Oj chłopie ja bym tego na twoim miejscy nie robiła nawet nie wiesz z kim zadzierasz. Po zjedzeniu obiadu wstałam z fotela, żeby pójść do siebie.
- Gdzie idziesz?
- Do swojego pokoju, muszę pomyśleć nad pracą domową.
- Jaką pracą domową?
- Kuba co cię to tak interesuje, co? Musze przeprowadzić wywiad z kimś wyjątkowym, nie mam pojęcia kogo do tego zwerbować dlatego idę pomyśleć.
- Możesz z nami zrobić ten wywiad - zaproponował Łukasz.
- Chłopaki bez obrazy, ale to miało być o kimś wyjątkowym, a w waszą zaletą raczej nie jest granie w narodowej porażce - chyba im się nie spodobała moja odpowiedź bo rzucili się na mnie i zaczęli łaskotać. O Boże nie wyrabiam ze śmiechu.
- Gramy też w Borussi byliśmy o krok od zdobycia Ligi Mistrzów - powiedział obrażony Błaszczykowski.
- Kubuś nie musisz mi mówić gdzie wy gracie bo ja to wiem. Lubie piłkę nożną, Real Madryt i Marco Reusa więc czasem mi się zdarzy was obejrzeć. No, a mecz o którym wspomniałeś oglądałam. Swoją drogą sport, a raczej piłka nożna to coś z czym chcę być już do końca życia związana to dlatego na studiach wybrałam dziennikarstwo ze specjalizacją sportową - odpowiedziałam jak skończyli mnie łaskotać.
Aga ciągle się śmiała z naszej pozycji. No tak, ja malutka bezbronna dziewczyna leżę na podłodze, a dwóch silnych, umięśnionych, niedorozwiniętych chłopaków siedzi na mnie. Musiało makabrycznie wyglądać.
- Oo uwielbiasz Reusika? – śmiał się ze mnie Piszczek.Ręką w gipsie przyłożyłam mu mocno w ramie. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi na jego urażone spojrzenie. Udało mi się ich jakoś zepchnąć ze mnie, uff znowu mogę oddychać…
- Wiesz, że Niemcy będą grali tutaj mecz? – podchwycił temat Kuba.
- I co z tego?
- Załatwimy wam najlepsze wejściówki i osobiście możesz przyjść i zobaczyć Marco na żywo.
- Wole podziwiać jego boskość z ekranu telewizora. Wiem, że jego reprezentacja będzie grała z naszą narodową  porażką. I osobiście jestem za nimi. Wybaczcie, ale oni chociaż strzelają na bramkę i to celnie- dodałam widząc ich miny.
- Kuba myślisz o tym samym co ja? – spytał Piszczek i znacząco się na niego popatrzył. Błaszczykowski wyciągnął komórkę i zaczął do kogoś dzwonić. Nic z tego nie rozumiałam do czasu, aż powiedział „Cześć Marco’’ w języku niemieckim. Odjęło mi mowę, gdy wziął na głośnomówiący. Odetchnęłam z ulgą, ponieważ uczyłam się wcześniej języka szwabów, ale to Aga opanowała go mistrzowsko.
- Marco ja i Piszczek mamy sprawę.
- O co chodzi? – Boże jaki on ma cudowny głos.
- Siedzimy teraz z taką jedną Pauliną, super laska i w ogóle. Przez nas trochę z przyjaciółką ucierpiały co jest akurat mniej ważne teraz. Namawiamy ją, a teraz w zasadzie je żeby przyszły na mecz Polska – Niemcy, ale nie chcą. Paula jest twoją wielką fanką i jestem przekonany, że jak przyjdzie ona to jej przyjaciółka, która nie lubi piłki nożnej nie ma nic do gadania- w tej chwili pokazałam mu, że go zabije, w odpowiedzi się do mnie wyszczerzył. Debil…

- Czyli mam wam pomóc ją przekonać? Zrobię to jak mi wyślesz jej zdjęcie – Łukasz gdy tylko to usłyszał wyciągnął telefon i zrobił mi szybkie zdjęcie.
 - Już wysłane
- Czekajcie chwile – słychać było jakieś szumy w słuchawce – No, no rzeczywiście niezła jest – Czy on właśnie kurwa gwizdnął? Ja pierdole…
- Tak w zasadzie to jesteś na głośno mówiącym – wszyscy zaczęliśmy się z niego śmiać.
- Ee cześć? – powiedział speszony, co jeszcze bardziej rozśmieszyło nasze towarzystwo. Aga to już się popłakała ze śmiech, moja wariatka
- Zamknąć się ! – w końcu zlitowałam się nad biednym Marco
- A więc pomożesz nam? – starał się jak mógł stłumić kolejny wybuch śmiechu Łukasz.
- Nie wiem jak, bo rozumiem, że ONA mnie teraz słucha ? – specjalnie podkreślił słowo „ona”.
- Cześć Marco – odezwałam się.
- Teraz już chyba znasz odpowiedzi – stwierdził Błaszczu… Barszczu.
- Hej Pau..Pauli…Paula swoją drogą ciężkie to twoje imię do wymowy. Mam pomysł, jak nie chcesz przyjść na mecz dla POLSKICH piłkarzy to przyjdź dla mnie. Takich ładnych fanek nigdy za wiele. Może po meczu się nawet poznamy, ale to już zależy od tych dwóch obok ciebie.
- No, ale ja mam rękę w gipsie – jęknęłam żałośnie.
- Zgaduję, że to zasługa tych osłów. Nie pożałujesz jak przyjdziesz tam dla mnie.
Popatrzyłam na Agnieszkę, która uśmiechała się do mnie wesoło i kiwała głową żebym się zgodziła.
- Dobra poddaję się skoro mam nie iść dla polskiej drużyny to przyjdę.
- Tak! – usłyszałam z ust Marco, Kuby i Łukasza. Do tych dwóch chwilę później doszło co powiedziałam i zrobili obrażone miny. Ojojoj foch. Oni chyba rzeczywiście są tymi głupimi stereotypowymi blondyneczkami.
- Ja już muszę kończyć bo zaraz mam trening. Do zobaczenia na meczu – Reus szybko się pożegnał i rozłączył.
O MÓJ BOŻE CZY JA WŁAŚNIE ROZMAWIAŁAM Z TYM MARCO REUSEM? Nie wierzę, wciąż oszołomiona spojrzałam na chłopaków.
- Mój stan nie zmienia mojej ochoty na zabicie was. Paula jest twoją wielką fanką… Serio?! – parodiowałam Błaszczykowskiego w tej chwili miałam ochotę położyć się na podłodze i powiedzieć, że zniżyłam się do jego poziomu. Hmm… może jednak tak zrobię…



Cześć wszystkim! Aga kazała mi napisać cokolwiek... Dziewczyna strasznie zamula teraz hahah ;p Wiecie kończenie i sprawdzanie rozdziału tak działa na człowieka... Mamy nadzieję, że zrozumiecie o co chodziło nam w tym rozdziale bo oby dwie mamy ochotę iść spać, a jest przed 20. No, ale my jesteśmy szalone ;D Inaczej... Jeśli ktoś to w ogóle czyta (choć Aga szczerze w to wątpi) to wyraźcie swoją opinię w komentarzach. Jesteśmy przygotowane także na wszelką krytykę (ona jest zajebista)... Następny rozdział już może niedługo... O ile ja (Paulina) zacznę go pisać, a Aga mi w tym pomoże. Musze się porządnie wyspać to może coś z tego wyjdzie ;p Jesteśmy zjebane... Oo tak ;) 
Kochamy was ! (chociaż jak to twierdzi Agusia jeśli jesteście dziewczynami to trochę lesbijskie z naszej strony)...

                                                                                                                                        Paulina
                                                                                                                                      Agnieszka 

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 2


                                                          ***Agnieszka*** 


Gdy lekarze usztywnili mi nogę, czułam się trochę lepiej. Zawsze to coś, później przewieźli mnie na sale gdzie siedziała już moja nadąsana i smutna przyjaciółka. Miała całą prawą rękę w gipsie...
- Nieźle nas załatwili, nie? A mówiłaś coś o przejściu ich pecha na nas - zagadnęłam do niej.
- Weź mi nawet nie mów... Jak my weźmiemy udział w mistrzostwach? Jak my będziemy dopingować Pawła? - zdecydowanie najbardziej martwiła się z tego drugiego powodu.
Już otwierałam usta, żeby jej odpowiedzieć gdy rozległo się pukanie do drzwi. Zdziwiona spojrzałam na Paulinę, która widząc mój pytający wzrok wzruszyła ramionami sygnalizując mi tym samym, że nie ma pojęcia kto to może być. Chwilę później do sali weszli dwaj mężczyźni ich twarze zasłonięte były ogromnymi bukietami kwiatów. Po zobaczeniu dołu ubrania naszych gości już wiedziałam kto to jest i sądząc po minie mojej przyjaciółki ona także. I żadnej z nas to się szczególnie nie spodobało.
- Czego wy tu jeszcze kurwa chcecie? - warknęłam.
- Chcieliśmy przeprosić. Głupio nam z powodu tego wypadku.
- I powinno, a teraz możecie już iść bo my nie chcemy waszych przeprosin. Szczerze mam was teraz ochotę zabić - usłyszałam głos Pauliny.
- Właśnie więc papa Krystian i Lucjan - dopowiedziałam, a moja przyjaciółka wybuchnęła śmiechem. Co ja takiego powiedziałam?
- Nie, nie my jesteśmy Kuba i Łukasz - tłumaczył jeden z nich. Taki wysoki, zgrabny blondynek. Gdyby nie te okoliczności to nawet był by w mojej grupie przystojniaków.
- No, a co ja powiedziałam?
- Co to za pogrzebowe chabrezie? - och Paulina jest mistrzynią zmieniania tematu, jej wzrok sprawił, że się speszyli i chyba nie wiedzieli co odpowiedzieć. Dziwi mnie fakt, że jak na kogoś kto kocha piłkę nożną. Zachowuje się całkiem normalnie, no oczywiście odpowiednio do tej sytuacji. Do tej pory często zastanawiam się czym ludzie się tak ekscytują... 22 debili biega za piłką, a oni się tak podniecają. Rozumiem oglądać futbol amerykański no, ale piłka nożna?
- Ee... Nie wiedzieliśmy jakie lubicie kwiaty, więc wzięliśmy wszystkie. Chcieliśmy was jeszcze bardzo was przeprosić - wydusił z siebie niższy blondynek. O mamuniu czy oni też są tacy głupi jak te stereotypowe blondynki? Na to wygląda... 
- Mirek posłuchaj weź kolegę czy przyjaciela... Nie ważne i idźcie już stąd dopóki jestem jeszcze spokojna, a to się zaraz zmieni. Samo patrzenie sprawia, że mam was ochotę zabić. Pozbawiliście nas szansy wystartowania w mistrzostwach... Serio dziękujemy... A teraz już idźcie, zróbcie chociaż to, błagam. - powiedziałam kichając i znowu rozbawiłam Paulinę. Co ja znowu takiego powiedziałam bądź zrobiłam? 
I czemu ci dwaj debile położyli te "kwiaty" na stoliku obok mojego łóżka. Nie chciałam się już z nimi kłócić bo nigdy by nie wyszli, a ku mojej uldze szybko opuścili moją sale. Nagle poczułam pieczenie na twarzy i w gardle. Miałam kłopot z nabraniem cennego powietrza. Paula patrzyła na mnie z przerażeniem w oczach i szybko wybiegła na korytarz krzycząc, a raczej drąc się "Pomocy! Lekarza!". Przyniosło to oczekiwane skutki, ponieważ w przeciągu minuty do sali biegła się połowa personelu, jak nie więcej. Pielęgniarka założyła mi maskę z tlenem, a lekarz spytał czy mam na coś alergię.
- Na trawę, pyłki i frezje - usłyszałam szybką odpowiedź z ust przyjaciółki.
Jak ona dobrze mnie zna...
- Dziwne - wymruczał sprawdzając kwiaty. Wszystko stało się jasne jak z jednego bukietu wyjął kilka gałązek frezji. - Siostro proszę podać zastrzyk przeciw alergiczny, a ty - zwrócił się do Pauliny - pomożesz mi wynieść te kwiaty.
Ciekawe widowisko było widząc jak siłuje się z jednym z bukietów, aż w końcu dosłownie wykopała go na zewnątrz. No siłę w nogach to ona ma niezłą. 
Czułam się już o niebo lepiej jak przemiła pielęgniarka ściągnęła mi maskę i mogłam oddychać samodzielnie.
- I co chyba jednak planowali kolejny zamach - usłyszałam od strony drzwi, nie musiałam odwracać głowy, żeby wiedzieć kto to.
- Tak chyba tak. Teraz już naprawdę mam ich ochotę zabić, dziękuje, że w tak piękny sposób pozbyłaś się tego czegoś zwanego kwiatami.
- Ja też mam na tą ochotę, uwierz mi. Cała przyjemność po mojej stronie.
- Paulinko moja kochana jedyna w swoim rodzaju przyjaciółko (pisała Paulina, bardzo skromna zresztą) zrobisz coś dla mnie?
Zamruczała tylko w odpowiedzi.
- Przyniesiesz mi laptopa? Proszę bo chcą mnie zostawić na obserwacji, a przecież się tu zanudzę.
- Gdyby nie ten gips to wiesz jaka była by odpowiedź? - zapytała szczerząc się do mnie niemiłosiernie.
- Znając ciebie to : "Pocałuj mnie w cztery litery", ale i tak byś go w końcu przyniosła, tak bardzo cię kocham - powiedziałam przesyłając jej buziaka.
- Jak ty mnie dobrze znasz. Za pół godziny jestem z powrotem, więc nie podrywaj żadnego lekarza, pielęgniarki, pielęgniarza ani sprzątaczki. - wyliczała na palcach - Zrozumiałaś?
- Głupia - wyszeptałam gdy nie było jej już w mojej sali. Co ja bym zrobiła jak by jej nie było? Nawet nie chce o tym myśleć. Rzeczywiście niedługo po wyjściu wróciła ponownie tym razem z różnymi rzeczami: z laptopem, piżamką, kapciami, mp4 i cieplutkim jedzonkiem... No i jak tu jej nie kochać?
- Dziękuję - powiedziałam przytulając ją do siebie.
- No weź bo mnie udusisz.
Wycałowałam ją jeszcze w policzki i kazałam iść do domu. Wyglądała po prostu okropnie. Jeszcze ten gips... Nasza walka słowna trwała chwilę, ale nikt nie mówił, że z Pauliną będzie łatwo. Na szczęście w końcu uległa. Jedynie czego mi jeszcze brakowało to, żeby i ona została w szpitalu na obserwacji. Kilka minut po jej wyjściu dostałam od braciszka sms'a z prośbą o wejście na Skype. I właśnie dlatego chciałam mieć przy sobie laptopa.
- Jak tam siostrzyczko? - zobaczyłam przez monitor jego ogromny uśmiech.
- W porządku, właśnie odpoczywam... W szpitalu
- Jak to? Co się stało? - zobaczyłam, że się zaniepokoił. Machnęłam tylko ręką.
- Paulina ma rękę w gipsie i martwi się, że nie będzie miała jak cię dopingować - powiedziałam wystawiając mu język. W zamian zobaczyłam urocze rumieńce wpływające na twarz mojego braciszka. Serio... Czy on się właśnie zarumienił?
- Teraz już musisz mi powiedzieć co wam się stało
- Właśnie spowiadaj się młoda - usłyszałam jak i zresztą zauważyłam machającego do mnie przyjaciela Pawła.
- Och nie myślałam, że będziemy sami bo ty jesteś przyzwyczajony do mnie w piżamie i bez makijażu. Grr cioto nienawidzę cię - jęknęłam i dzielnie udawałam naburmuszoną.
- Chłopcy też chcieli z tobą pogadać - wzruszył przepraszająco ramionami i odwrócił kamerkę. Idealnie widziałam teraz połowę składu Gians Wrocław, po jakiego on ich tam tylu zapraszał? Wszyscy zaczęli mi machać i uśmiechać do mnie. Byłam w szoku, nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Szybko zasłoniłam ręką kamerkę co spotkało się z oburzeniem wszystkich zebranych w mieszkaniu mojego brata.
- Cześć Agnieszka! Pokaż nam się! Czemu zasłoniłaś ręką kamerkę? Co nic nie mówisz? Kiedy nas odwiedzisz? Czemu jesteś w szpitalu? - przekrzykiwali się jeden przez drugiego. 
- Spokojnie! Jak mam wam odpowiedzieć na te pytania jak się tak drzecie? - te słowa zadziałały momentalnie, odsłoniłam kamerkę i zaczęłam dalej mówić - Pierwsze pytanie bo tak mi się podoba. Drugie właśnie mówię więc nie wiem o co chodzi. Trzecie może jak mi ściągną gips z nogi. Czwarte jestem w szpitalu bo mnie i Paulinę załatwiło dwóch z narodowej porażki. Ćwiczyliśmy ciężki układ, stałyśmy we dwie na górze piramid gdy w nie trafiła piłka i rozsypaliśmy się jak domek z kart - powiedziałam ciężko wzdychając.
- A na moje pytanie to już nie łaska odpowiedzieć - usłyszałam oburzony głos Pawła.
- Ech, moja kochana Błaszczykiewiczówna ma złamaną prawą rękę w łokciu, a ja zerwane więzadła w prawej nodze - zauważyłam, że wszyscy skrzywili się niemiło. Może wyobrażali sobie ten cały ból? W końcu są sportowcami, a w ich sporcie często zdarzają się różne ciężkie kontuzje.
Dalsza część naszej rozmowy już znacznie bardziej mi się podobała. Chłopaki się wygłupiali co znacznie poprawiło mi kiepski humor. Na koniec pożegnałam się z tymi debilami po czym rozłączyłam się. Wyłączyłam laptopa później kładąc go na tym samym stoliku co wcześniej stały nieszczęsne kwiaty. Szybko jeszcze napiłam się wody i zapadłam w głęboki sen.





Cześć wszystkim! Z kolejnym rozdziałem niestety się spóźniłyśmy, ale taki ciężki tydzień w szkole mamy obydwie. Ja w zasadzie już miałam, a u Agi trwa ;) Trzymam za nią kciuki. Nie wiem co tu jeszcze napisać... Mam nadzieję, że będziecie śledzić dalsze losy bohaterów. Kochamy was!



                                                                                                          Paulina
                                                                                                        Agnieszka